PACJENTKA: Obchodzą się z ludźmi jak z bydłem. ORDYNATOR SOR: Te zarzuty są oburzające!

20-10-2016

SANOK / PODKARPACIE. Danuta Waligóra, mieszkanka Odrzechowej twierdzi, że w środku nocy została wyrzucona ze Szpitalnego Oddziału Ratunkowego w Sanoku. Niepełnosprawna kobieta będzie pisać skargę do Ministerstwa Zdrowia i NFZ.


Mam 450 zł renty, ale podczas zbiórki na sanocki szpital dałam 200 zł. Jednak jak przyszło co do czego, to zostałam z niego wyrzucona – żali się kobieta.

Pani Danuta ma 53 lata. Porusza się o kulach. Cierpi na szereg dolegliwości. W poniedziałek około godz. 20 mąż przywiózł ją do szpitala, bo miała problemy z oddychaniem.
Nawet nikt nie raczył podejść. Pielęgniarki zajęte były oglądaniem telewizji i rozwiązywaniem krzyżówek. A mnie tak dusiło, że myślałam że się uduszę – relacjonuje pacjentka.

Po długim okresie wyczekiwania pojawił się lekarz. Chorej podano tlen do oddychania. Pobrano krew do badań i wykonano prześwietlenie płuc.

Chyba Pani nie myśli, że będzie tu leżeć?

W międzyczasie policja przywiozła młodą dziewczynę, z którą funkcjonariusze i personel SOR mieli sporo problemów. Całą uwagą skupiono na nowej pacjentce.

– Lekarz pojawił się znowu około godz. 23.30. Zadzwonił do pulmonologa i powiedział, że ma pacjentkę trochę przeziębioną, która trochę kaszle. Byłam w szoku. Pulmonolog oczywiście nie pojawił się na oddziale, a lekarz stwierdził, że przypisze mi antybiotyk. Polecił mi, żebym zadzwoniła po męża, aby mnie zabrał z oddziału. Powiedziałam panu doktorowi, że nie ma mnie kto odebrać, bo mąż nie dysponuje komórką, a on na to: Chyba Pani nie myśli, że będzie tu leżeć? I odszedł – mówi pani Danuta.

Przyznaję się, klęłam jak szewc

Kobieta rzuciła uwagę do pacjenta, który leżał obok, że przecież płaci ubezpieczenie.

– Lekarz wrócił i nakazał mi wyjść na korytarz. Gdyby sala była pełna ludzi, to sama bym się z niej usunęła, ale były w niej 4 wolne łóżka – relacjonuje mieszkanka Odrzechowej.
– Nie mogę długo siedzieć, musiałabym się na korytarzu położyć na podłodze. Na szczęście jedna z sióstr znała pielęgniarkę, która pracuje w ośrodku zdrowia w Besku, a mieszka w Odrzechowej. Zadzwoniła do niej, żeby powiadomiła mojego męża. Paulina dała mu znać i mąż przyjechał po mnie o godz. 1 w nocy.
Na odchodne powiedziałam lekarzowi: Pan się nadaje do leczenia byków w Odrzechowej, a nie do leczenia ludzi. Przyznaję się, że klęłam jak szewc, bo jak można traktować tak ludzi? Powiedział mi, żebym się liczyła ze słowami i dodał: Jak się nie podoba, niech Pani zmieni szpital.

Pacjentka podczas kilkugodzinnego przebywanie na SOR dokonała kilku obserwacji. Była ponoć świadkiem jak równie bezdusznie potraktowano dwie inne chore. W jednym przypadku pielęgniarki naśmiewały się ze starszej kobiety z Nadolan, która miała problemy z podpisaniem zgody na operację.
– Jak można tak kpić ze starszego człowieka? – dziwi się 53-latka.

Na drugi dzień Danuta Waligóra udała się do przychodni zdrowia w Besku
– Pani doktor była zbulwersowana. Okazało się, że mam mocne zapalenie oskrzeli. Dostałam skierowanie do pulmonologa w Besku, bo do szpitala w Sanoku już nie pojadę. Nie jestem śmieciem i nie dam sobą pomiatać – twardo stawia sprawę pacjentka.

Danuta Waligóra zapowiada, że nie zostawi tej sprawy bez dalszego ciągu. Ma zamiar złożyć skargę do ministra zdrowia i NFZ, bo jej zdaniem standardy opieki nad chorymi, jakie panują w Sanoku są nie do przyjęcia.

– W Lesku potrafią po ludzku zachowywać się, to samo w Krośnie – zauważa kobieta.
Sanocki SOR nadaje się zaś do zamknięcia.

Pacjentka miała wykonane wszystko, co Bóg przykazał

Lek. med. Marek Wojnarowski, ordynator SOR w Sanoku, jest oburzony stawianymi młodemu lekarzowi zarzutami, bo jest to, jak twierdzi człowiek bardzo grzeczny w zachowaniu. Według ordynatora pacjentka została potraktowana zgodnie ze sztuką lekarską i etyką. Na dowód prawdziwości swoich słów przedstawia dane dotyczące pobytu pacjentki na oddziale ratunkowym. Potwierdza, że Danuta Waligóra została przyjęta około godz. 20. Wypisano ją o północy.

– Nie została wyrzucona, spędziła w szpitalu 4 godziny! Takie słowa są oburzające! – zżyma się ordynator.
W tym czasie wykonano stosowne badania, prześwietlenie i badania laboratoryjne. Podano leki. Miała wykonane wszystko, co Bóg przekazał. Nie stwierdzono żadnych odchyleń od normy, dlatego została w stanie dobrym wypisana do domu.

maxresdefault

 

Źródło: www.P24.pl

Napisz komentarz:

Dodając komentarz akceptujesz postanowienia regulaminu.