REKLAMA
ZS2 Zamek Lesko
PBS
REKLAMA

W studni znaleziono martwego kota. Jest nagroda za wskazanie sprawcy

GMINA SANOK / PODKARPACIE. W niezabezpieczonej studni na terenie gminy Sanok w Kostarowcach znaleziono martwą kotkę. Właściciele szukali jej ponad 5 tygodni. Zwierzę męczyło się nieopodal ich domu. Są wątpliwości i niejasności po sekcji zwłok. Jest nagroda za wskazanie sprawcy.

Kotka zaginęła końcem maja w Kostarowcach pod Sanokiem (gmina Sanok).

Jak zwykle około 22.00 wypuściłam ją na noc na zewnątrz. Następnego dnia nie przyszła, mimo że wracała każdego ranka o 7.00 jak w zegarku. Miauczała pod domem, otwierałam jej drzwi, brałam na ręce i wyciągałam kocie jedzonko z lodówki. Tamtego dnia, gdy się nie pojawiła, od razu wiedziałam, że coś się stało. Poszukiwania rozpoczęliśmy niemal od razu – mówi Ewa Kawałko, właścicielka kotki.

Rodzina, której biało-czarna kotka Mimi stała się członkiem, na własną rękę szukała pupilki. Przeczesali tereny w Kostarowcach: lasy, rowy, posesje, gdzie kotka mogła się znajdować. Trwało to około 2 tygodnie.

Wtedy postanowiłam dodać ogłoszenie o zaginięciu na swoim profilu w portalu społecznościowym. Nadal pytaliśmy sąsiadów i dobrych ludzi, czy nie zauważyli gdzieś Mimi. W tym czasie skontaktowała się ze mną kobieta, która widząc zdjęcia kotki w sieci, twierdziła, że zauważyła ją w okolicy kościoła przy ul. Jana Pawła II w Sanoku. Idąc tym tropem, przenieśliśmy poszukiwania do Sanoka w dzielnicy Wójtostwo, gdyż stamtąd tylko otrzymywaliśmy sygnały – dodaje pani Ewa.

W okolicy rozstawiono także żywołapkę, czyli specjalną klatkę służąca do odłowu zwierząt. Rodzina wydrukowała także kilkadziesiąt plakatów ze zdjęciem kotki i prośbą o wskazanie miejsca, gdzie może przebywać. Rozwieszano je gdzie się dało. Za wskazanie informacji właściciele kotki wyznaczyli wówczas nagrodę w wysokości 400 złotych.

Telefonów z informacjami było coraz więcej, ale poszukiwania nie dawały żadnych rezultatów. 2 lipca martwe zwierzę w niezabezpieczonej studni na działce wiejskiej znalazły dzieci.

To był dla nas wielki szok… – przyznaje właścicielka kotki.

Dodaje, że mimo bardzo pozytywnego odzewu społecznego w poszukiwania i zaangażowanie wielu ludzi o dobrym sercu, spotyka się też z krytyką i kpiną.

Pierwsza reakcja niektórych jest taka, cóż to był za rasowy kot, skoro za informacje jest nagroda pieniężna. Nie, to nie był rasowy kot, to był zwykły dachowiec, ale Mimi stała się członkiem naszej rodziny, zżyliśmy się z nią, to chyba naturalne, że jej strata tak mocno nas boli – podkreśla Ewa Kawałko.

Kobieta nie wierzy też w to, że kotka zginęła w wyniku nieszczęśliwego wypadku.

Z uwagi na ogromne podejrzenie, że do śmierci Mimi przyczyniły się osoby trzecie, sprawa w dniu 2 lipca została zgłoszona na policję. Zostały przeprowadzone oględziny studni, sporządzona fotografia miejsca zdarzenia i zabezpieczono ślady. Kotka została odebrana z naszej posesji przez funkcjonariuszy na wykonanie sekcji zwłok – mówi właścicielka kotki.

Miejscowy weterynarz wykluczył potrącenie kota samochodem lub innym pojazdem, pobicie. Badanie rentgenowskie wykazało, że nie było żadnych złamań. Wstępnie wykluczono również otrucie.

Mimo tego, wokół tej sprawy nadal jest mnóstwo niejasności. Trudno określić czas, w jakim kotka przebywała w studni. Rozkład ciała po zaginięciu kota ponad 5 tygodni temu powinien przy takich upałach postąpić bardzo szybko. Ten rozkład w jakim znajdowała się nasza kotka wskazywał maksymalnie na kilkanaście dni bycia w tej studni. Kolejną niejasnością jest brak ratowania się kota. Pazurki były niestarte, opuszki całe, co wskazuje na celowe wrzucenie kota do studni oraz to, że kot nie mógł się bronić, mógł zostać ogłuszony… – wylicza niejasności pani Ewa.

Wszczęto postępowanie w tej sprawie w związku z podejrzeniem popełnienia przestępstwa z art. 35. Ustawy o ochronie praw zwierzą. Dotyczy on znęcania się nad zwierzętami – informuje Anna Oleniacz, rzecznik prasowy sanockiej policji. Czyn ten jest zagrożony  karą do trzech lat pozbawienia wolności.

Właściciele kota postanowili zlecić wykonanie drugiej sekcji zwłok. Jej wyniki poznamy lada dzień.

Sprawa ma jeszcze jeden wymiar. Właściciele podejrzewają, że z kotką mogło stać się coś niedobrego z uwagi na to, że w Kostarowcach gdzie mieszkają, w ostatnim czasie dochodziło do tajemniczych zniknięć zwierząt.

Z tego co się dowiadujemy, w Kostarowcach regularnie koty i psy są tajemniczo zabijane i trute albo znikają bez śladu. U sąsiadów naszych dziadków zaginął kot świeżo po sterylizacji i pies. U najbliższych sąsiadów też jakiś zwierzak nagle zaginął. To nie jest zwykły przypadek i nie jest to również sprawka ewentualnych wilków – zaznacza pani Ewa.

Dlatego właściciele postanowili szukać sprawcy również we własnym zakresie. Cały czas oferują nagrodę, która obecnie jest na poziomie ponad 2000 zł.

– Wszystkim osobom, które mają jakiekolwiek informacje mogące nas doprowadzić do sprawcy, gwarantujemy anonimowość. Chcemy też zaapelować do właścicieli wszystkich czworonogów, aby zwracali na nie większą uwagę. Nikomu nie życzymy, aby musieli przeżywać taki dramat, jak my… a ich pupile skończyć tak, jak nasza Miminka… – kwituje pani Ewa.

 

foto: archiwum prywatne właścicieli kotki

08-07-2019

Udostępnij ten artykuł znajomym:



Dodaj komentarz

Zaloguj się a:

  • Twój komentarz zostanie wyróżniony,
  • otrzymasz punkty, które będziesz mógł wymienić na nagrody,
  • czytelnicy będa mogli oceniać Twoją wypowiedź (łapki),
lub dodaj zwykły komentarz, który zostanie wyświetlany na końcu strony, bez możliwosci głosowania oraz pisania odpowiedzi.
Dodając komentarz akceptujesz postanowienia regulaminu.

Pokaż więcej komentarzy (0)