REKLAMA
REKLAMA

Wywiad z Jackiem Ćwięką

RZESZÓW / PODKARPACIE. Wywiad z Jackiem Ćwięką, byłym szefem okręgowym Konfederacji Korony Polskiej i byłym asystentem społecznym posła Grzegorza Brauna w poprzedniej kadencji Sejmu, kandydatem z ramienia Konfederacji do Senatu RP w wyborach, które odbyły się 15 października, w których jako kandydat KW Konfederacja Wolność i Niepodległość otrzymał 40 174 głosów, oskarżonym o rzekome groźby terrorystyczne po „gaśnicowej” akcji Grzegorza Brauna w Sejmie RP. 16 października 2023 został zawieszony w prawach członka Konfederacji Korony Polskiej.

Jacek Ćwięka został zatrzymany 14 grudnia 2023 około godziny 18:00 w Ropczycach, przez 6 policjantów z komendantem powiatowym na czele.

Jacek Ćwięka (z lewej) oraz Grzegorz Braun. Foto: nadesłane

Redakcja Rzeszów24.pl: Niedawno wszystkie media w Polsce obiegła informacja o Pana wpisach w mediach społecznościowych. Został Pan zatrzymany przez policję na wniosek prokuratury rejonowej Warszawa Mokotów i postawiono Panu zarzuty.

Jacek Ćwięka: Tak się faktycznie stało. Ale dlaczego i po co komu to było? Z jednej strony powinienem odpowiedzieć: nie wiem. Z drugiej strony, różne części całej politycznej układanki zaczęły jakby do siebie pasować i dzięki temu wiele zrozumiałem. Postawione mi zarzuty to pochwalanie „rzekomego przestępstwa polegającego na ugaszeniu świec chanukowych gaśnicą w sejmie RP”, jakiego miał dopuścić się poseł Grzegorz Braun i wszczęcie fałszywego alarmu wobec zagrożenia, które nie doszło do skutku. Konkretnie art. 255 KK i art. 224a KK.

Redakcja Rzeszów24.pl: Proszę powiedzieć, co tak naprawdę się wydarzyło? Kto Pana zdaniem przejął Pana konto na platformie X i co zostało tam napisane?

Jacek Ćwięka: Na moim koncie pojawił się wpis zapowiadający wybuch bomby podczas ponownego zapalania świec chanukowych w Sejmie. Do tych publikacji w moich mediach społecznościowych doszło jednak bez mojej woli i wiedzy. Kiedy to zauważyłem, to udałem się na komisariat policji w Rzeszowie i  sam złożyłem zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, czyli o możliwości włamania się na moje konto. Zatrzymany zostałem dopiero następnego dnia wieczorem, co zresztą w mojej ocenie było czynnością całkowicie pozbawioną sensu, skoro moje pełne zeznania policja miała już dzień wcześniej, kiedy składałem zawiadomienie o włamaniu na konto. Nic więcej przecież nie miałem do wyjaśnienia, bo chodziło o te same fakty. Nawet jeśli ktoś uznał, że należy postawić mi zarzuty, ale bez zamiaru aresztowania mnie, to wożenie mnie w trybie pilnym na sygnałach do Warszawy było wyłącznie działaniem mającym cele propagandowe. Po prostu zrobiono jedną wielką medialną szopkę za publiczne pieniądze. Tam, w Warszawie podtrzymałem to, co powiedziałem wcześniej we własnym zawiadomieniu, wysłuchałem zarzutów i zostałem wypuszczony. Gdyby zrobiono to na komendzie w Rzeszowie, gdzie składałem swoje zawiadomienie, to przecież skutki byłyby takie same. Więc cała ta akcja była zupełnie bezsensowna. Jeśli ktoś chciał mnie nastraszyć, to się nie udało. Co najwyżej doświadczyłem ciekawej przygody – przejazd policyjnym konwojem na sygnałach z Ropczyc do Warszawy w dwie godziny – to przygoda ekscytująca sama w sobie. Potem przez 48 godzin po prostu porządnie się wyspałem, bo nie miałem nic innego do roboty.

Redakcja Rzeszów24.pl: Czyli nie zamierzał Pan wysadzać w powietrze Sejmu RP?

Jacek Ćwięka: Trzeba przyznać, że to wszystko było przez kogoś dobrze pomyślane. Zamieściłem wcześniej kilka wpisów na swoim profilu po tym, jak Grzegorz Braun wyskoczył z gaśnicą w Sejmie, ale oczywiście nic o wysadzaniu Sejmu nie wyszło spod mojej ręki. Uważam, że komuś było potrzebne podkręcenie tej całej sytuacji w takim kierunku i dorzucił na moim koncie wpisy i komentarze…

Redakcja Rzeszów24.pl: Przez wiele  lat był Pan bliskim współpracownikiem szefa Konfederacji Korony Polskiej Grzegorza Brauna, więc zna Pan go bardzo dobrze.  Dlaczego Pana zdaniem zdecydował się na „incydent z gaśnicą w Sejmie RP”?

Jacek Ćwięka. Foto: nadesłane

Jacek Ćwięka: Muszę zacząć od tego, że ja już z Grzegorzem Braunem od kilku miesięcy nie współpracuję, choć poświęciłem Konfederacji blisko 5 lat życia i prywatnych pieniędzy. Tak było także w czasie ostatniej kampanii wyborczej, kiedy kandydowałem do Senatu z okręgu mieleckiego. Mimo tego, że startowałem jako kandydat Konfederacji, to całą kampanię wyborczą musiałem sfinansować z własnych środków. Od startu ostatniej kampanii wyborczej moja współpraca z Grzegorzem Braunem w zasadzie ustała. Zresztą, sam Grzegorz Braun nie angażował się za bardzo w kampanię wyborczą na Podkarpaciu, co widzieliśmy wszyscy. I tu muszę dopowiedzieć, że przerwanie tej naszej współpracy nie wyszło ode mnie. To Grzegorz Braun zdecydował, że rezygnuje ze współpracy ze mną. Ktoś, kto przeprowadzał akcję na moim koncie Twitter chyba nie do końca orientował się w tych niuansach naszych relacji polityczno-personalnych. Dlaczego Grzegorz Braun zdecydował się na tą akcję z gaśnicą? Tego do końca nie wiem, chociaż już kilka lat wcześniej zwracaliśmy uwagę na niezrozumiałe przywileje niektórych grup społecznych w budynku polskiego Sejmu. Być może Grzegorz Braun chciał w ten sposób zwrócić na to uwagę i pokazać wszystkim, co się w naszym polskim Sejmie wyprawia.

Redakcja Rzeszów24.pl: Czyli Pana działania nie były zsynchronizowane i uzgodnione z posłem Grzegorzem Braunem?

Jacek Ćwięka: Nie, zupełnie nie. Natomiast tuż po tej gaśnicowej akcji, faktycznie pochwaliłem to działanie posła Grzegorza Brauna, choć może było ono ekspresyjne i spektakularne, co do formy. Napisałem, że powinniśmy odsunąć „innych wpływowych lobbystów” od wpływu na stanowienie prawa w Polsce w sejmie RP, a nawet, że Grzegorz Braun powinien dostać Order Orła Białego za to, że pokazał Polakom w Polsce i na świecie prawdę o polskim sejmie i nowej władzy, która miała wprowadzić świeckie państwo, a z taką przesadą celebruje antychrześcijańskie i antykatolickie w swej wymowie święta w Sejmie RP.

Redakcja Rzeszów24.pl: Czy wiedział Pan o planach Grzegorza Brauna i czy konsultował Pan z nim swoje wpisy na platformie X dawny Twitter?

Jacek Ćwięka: Nie, ja działałem spontanicznie. Napisałem parę zdań komentarza, ale nic o wysadzaniu. Natomiast z perspektywy czasu, odnośnie działań posła Grzegorza Brauna nabrałem bardzo poważnych wątpliwości, co do tego jak to było naprawdę. Pierwsza taka myśl pojawiła się, gdy usłyszałem w jego wywiadach, że znacznie lepiej by to wyglądało, gdyby gaśnica była pianowa, a nie proszkowa. Jak wiemy, Grzegorz Braun jest zawodowym reżyserem i ma dużą skłonność do myślenia obrazami. Ale jest też politykiem i na pewno zdawał sobie sprawę z konsekwencji politycznych takiego działania. Pytanie tylko, czy było to rzeczywiście jego świadome i w pełni autonomiczne działanie.

Redakcja Rzeszów24.pl: Czyli kto Pana zdaniem mógł stać za tą akcją?

Jacek Ćwięka: Mogę tylko przypuszczać. Ale pewne światło na całą sprawę rzucają niektóre wypowiedzi polityków i dziennikarzy komentujących to zdarzenie. Np. dzień po tym zdarzeniu marszałek senior Marek Sawicki powiedział: „To wczorajsze zachowanie, w mojej ocenie, nie jest to zachowanie samodzielne pana Brauna. Ja wręcz pytałem się nowych ministrów – Sienkiewicza, Siemoniaka, czy my mamy w Polsce jeszcze jakiekolwiek służby wywiadowcze, kontrwywiadowcze i czy oni cokolwiek wiedzą, czy pan poseł Braun jakąkolwiek kontrolą był kiedykolwiek obejmowany”. Natomiast redaktor Radosław Gruca z Radia Zet w programie z redaktorem Błażejem Makarewiczem skierował taką myśl: „Wiesz kto na tym najbardziej korzysta? PiS. Na tym najbardziej korzysta PiS i Grzegorz Braun, jako człowiek wybitnie inteligentny doskonale o tym wie”.

Redakcja Rzeszów24.pl: To teraz Pan daleko popłynął. Grzegorz Braun zrobił takie zagranie na polecenie służb specjalnych wciąż wówczas kontrolowanych przez PiS?

Jacek Ćwięka: Jeśli z jednej strony wyjątkowo doświadczony polityk, jakim niewątpliwie jest Marek Sawicki, a z drugiej strony czołowy w tej chwili ogólnopolski dziennikarz Radosław Gruca, który też świetnie orientuje się w tych sprawach, bo z Mariuszem Gierszewskim robi tematy bardzo często wkraczające na obszar przenikania się służb, polityki i nie wiadomo czego jeszcze, to ich skojarzeń nie należy chyba lekceważyć. A dla mnie to zdarzenie korespondowało z wcześniejszymi wydarzeniami, zwłaszcza z tymi z ostatniej kampanii parlamentarnej. Nie wszyscy o tym wiedzą, ale układając listy do Sejmu na Podkarpaciu, Grzegorz Braun robił to w taki sposób, jakby nie chciał odbierać głosów PiSowi, zresztą sam praktycznie nie prowadził własnej kampanii, a ostatecznie wybory zakończył wynikiem słabszym niż cztery lata wcześniej. Na naszych listach wyborczych Konfederacji nie mogli się też znaleźć na przykład bardzo popularni radni wojewódzcy: Jacek Kotula, Andrzej Szlęzak i inne osoby zaangażowane w rozliczanie zarządu Władysława Ortyla, chociaż sam o to zabiegałem, chcąc abyśmy mieli jak najlepszy wynik. W ramach takich działań z listy Konfederacji do Sejmu również ja zostałem wypchnięty, bo początkowo miałem startować z 4. miejsca do Sejmu. Potem również, dokładnie jeden dzień po wyborach zostałem zawieszony w prawach członka w partii Grzegorza Brauna, czyli Konfederacji Korony Polskiej. Dokument podpisał sam prezes partii, czyli Grzegorz Braun.

fdsg

Redakcja Rzeszów24.pl: W samej Konfederacji na Podkarpaciu mówiło się, że celem niewpuszczenia Jacka Kotuli oraz Andrzeja Szlęzaka i pani Małgorzaty Zych na listy było zrobienie miejsca dla Pani Karoliny Pikuły i działanie na rzecz jej mandatu do Sejmu? Czy to Pana zdaniem prawda?

Jacek Ćwięka: No tak, rzeczywiście tak było. Grzegorz Braun wszystko postawił na to, aby Karolina Pikuła dostała się do Sejmu, odpuszczając swoją kampanię, promując Ją zamiast siebie, a nawet w pewnym momencie chcąc oddać jej swoją jedynkę na liście wyborczej. Opowieść o przebiegu ostatniej kampanii wyborczej Konfederacji na Podkarpaciu to jest w zasadzie ta sama historia, przedstawiona od innej strony. Pojawia się pytanie kim właściwie jest Karolina Pikuła i skąd się nagle wzięła? To jest zasadne i ciekawe pytanie, opowieść raczej na inny wywiad, jednak istotne w całej sytuacji. Wiele osób z naszego środowiska ma pewne wątpliwości co do jej osoby i całego jej działania. Wracając do poprzedniego, był taki sygnał jeszcze przed wyborami, gdy w Gazecie Wyborczej ukazał się materiał o wpływie służb specjalnych na Konfederację w naszym regionie. Wydawało mi się to oczywiste, że Grzegorz Braun jako lider jakoś na to zareaguje, zaprotestuje, zażąda wyjaśnień tego, że służby dokonują jakichś operacji w partiach politycznych, co raczej nie może być działalnością legalną. Poseł Braun nie podjął jednak takich kroków i patrząc z obecnej perspektywy trzeba byłoby się zastanowić dlaczego. Może po prostu z pewnych względów nie mógł. A potem mamy akcję z gaśnicą w momencie, gdy PiS po przegranych wyborach postanawia podpalać wszystko i za wszelką cenę. Takie działanie w sytuacji politycznej przez gaszenie chanukowych świec gaśnicą jest zabawnym paradoksem, ale jeśli wykluczyć, że Grzegorz Braun postanowił nagle zamienić swą pozycję na wizerunek celebryty politycznego (finansowo może to być korzystne, ale jako poważnemu politykowi zaistnieć mu będzie ciężko), to trudno nie pytać, co za tym tak naprawdę stoi, bo ambicje to Grzegorz Braun miał moim zdaniem zupełnie inne.

Redakcja Rzeszów24.pl: Zdaje się, że tak sobie Pan racjonalizuje to wszystko, co Pana spotkało?

Jacek Ćwięka: Po prostu tak mi się to razem spięło, gdy sobie wszystko podsumowałem. Ale nawet ktoś, kto patrzy całkiem z zewnątrz tej historii, jeśli potrafi analitycznie myśleć, to może dochodzić do podobnych wniosków. Pewien dobrze znany youtuber, Pan Krzysztof „Ator” Woźniak w specjalnie poświęconych mojej sprawie materiałach dokonał rozbioru logicznego wiodącego do wniosku, iż publikacje poczynione w moich mediach społecznościowych mogły nastąpić tylko wtedy, jeśli dokonała ich osoba niepoczytalna. Albo drugie wyjaśnienie jest takie, że dokonano ich celowo podszywając się pode mnie. Ze swojej strony zapewniam, że cieszę się doskonałym zdrowiem psychicznym (na wszelki wypadek oświadczam – nie mam najmniejszego zamiaru targnąć się na własne życie…). Nie zostałem również zmuszony, do zamieszczenia tych publikacji. Po prostu, odbyło się to bez mojej woli i wiedzy.

Redakcja Rzeszów24.pl: Ale nie zniechęcił się Pan tą sytuacją. Teraz zamierza pan kandydować w wyborach samorządowych.

Jacek Ćwięka: Owszem, zamierzam startować w tych wyborach. Uważam, że szkoda byłoby zmarnować to, co udało się nam zbudować, co udało mi się wypracować w ostatnich latach, kiedy działałem dla dobra mieszkańców Rzeszowa i naszego województwa. Jeśli zrealizujemy nasz projekt w kwietniowych wyborach samorządowych, to przede wszystkim z myślą o sejmiku. Działalność obecnego zarządu pod wodzą marszałka Władysława Ortyla musi zostać wreszcie rozliczona, a są powody, aby obawiać się czy tak się stanie, to znaczy czy obecnej opozycji sejmikowej – PO i PSL starczy ku temu determinacji. Przykładowo, nowa Pani wojewoda z rekomendacji tego pierwszego ugrupowania, już notorycznie pokazuje się publicznie z Panem Ortylem, choć można by zasadnie przypuszczać, że czego jak czego, ale jego towarzystwa i wspólnych zdjęć, to w obecnej sytuacji będzie szczególnie unikać.

Redakcja Rzeszów24.pl: No to na koniec wróćmy do pana sprawy i zarzutów prokuratury. Co z tym dalej będzie?

Jacek Ćwięka: Sam jestem ciekaw. Wydaje mi się jednak, że prokuratura będzie twierdzić, że to ja popełniłem te wpisy. Ja pozostanę przy wersji zgodnej z prawdą, że zostały mi wrzucone z zewnątrz. Tylko, że na końcu oni powołają sobie biegłego śledczego, który stwierdzi, że nie widać zewnętrznej interwencji. I to oczywiste, że nie będzie jej widać, bo jeśli zostało to w ten sposób dokonane, to zapewne za pomocą systemów, które chyba w ogóle nie są w Polsce legalne. Nawet jeśli wykorzystują je służby. Innymi słowy, prokuratura musiałaby powołać biegłego od takich systemów, czyli pewnie jakąś osobę, która w ramach polskich służb, takie systemy stosuje. Nie obiecuję sobie nic dobrego po takich opiniach. Sytuacja wygląda beznadziejnie, swoją szansę widzę tylko w tym, że komisja sejmowa do spraw Pegasusa ujawni na tyle dużo prawdy, że w praktyce nie będzie wystarczające sporządzenie opinii jakiegoś bardzo biegłego o treści: ja wielki znawca mówię, że żadnej interwencji zewnętrznej w urządzeniach Pana Jacka Ćwięki nie było.

Redakcja Rzeszów24.pl: Czyli kibicuje Pan komisji do spraw Pegasusa?

Jacek Ćwięka: Nie tylko. Niezależnie od tego, jak niewiele mnie łączy politycznie z obecną koalicją rządzącą, za szczególnie gorszące i niemoralne uważam to, że władze PiS robiły takie rzeczy powołując się na Boga, Kościół i najbardziej wzniosłe aklamacje polityczne, czy patriotyczne. Nikt nie zaszkodził Polsce tyle, co oni. I trudno, jeśli rozliczenia tego mają dokonać środowiska liberalne, to trudno, ale od tego trzeba zacząć. Myślałem, że zrobimy to z Grzegorzem Braunem jako Konfederacja. Jednak wydaje się, że środowisko Konfederacji przestało być tym zainteresowane. Niestety… W każdym razie, państwo nie może stawać przeciw zwykłym Polakom, choćby nielubianym przez partię dzierżącą władzę. Atakować ludzi służbami, terrorem. Lokalnie oznacza to, że trzeba natychmiast rozliczyć i zakończyć działalność zarządu Władysława Ortyla. Na szczęście nie tylko ja tak uważam. To wciąż Pan Marian Banaś ma niewątpliwie największy dorobek w rozliczaniu gangreny skrajnej niemoralności i złodziejstwa, jakich dopustem okazały się rządy PiS, także w naszym województwie.

Redakcja Rzeszów24.pl: Przywołał Pan przykład Mariana Banasia, ale kluczowe będzie chyba co innego. Czy pewne zjawiska przeniknęły całe struktury PiS na Podkarpaciu i czy wszyscy politycy PiS na Podkarpaciu są na usługach Pana marszałka Ortyla? Czy zrobią wszystko, aby utrzymać wodza, który gwarantuje im władzę, pieniądze i apanaże dla rodzin i znajomych „królika” ? Czy to nie są pomówienia i zbyt daleko idące wnioski?

Jacek Ćwięka: Absolutnie nie. Nie możemy mówić tu o pomówieniach, tylko o konkretnych faktach mających pokrycie w dokumentach. Wszyscy radni wojewódzcy doskonale znają sprawę choćby Szpitala nr 1 w Rzeszowie i przekrętu z zakupem robota „da Vinci”, czy wyrzucenia znanego lekarza prof. Krzysztofa Gutkowskiego na podstawie spreparowanego w gabinecie marszałka Ortyla donosu o przyjęciu łapówki. Wszyscy też słyszeli o marszałkowskim projekcie internetu szerokopasmowego, które de facto nigdy nie powstał, a mimo to pewna firma wystawiła fakturę na ponad 100 mln złotych i urząd za to zapłacił. Sprawę zna najlepiej wicemarszałek Stanisław Kruczek, który osobiście nadzorował ten projekt. Dokumenty w tych wszystkich sprawach nadużyć i przekroczeń prawa zostały zgłoszone do kilku prokuratur, w tym do prokuratury w Lublinie. Tymczasem wiemy już z informacji ostatnich dosłownie dni gdzie te dokumenty trafiały – prokurator Jerzy Ziarkiewicz deponował je w garażu i nic z tym nie robił. Takie pewnie było polecenie z góry, aby kryć swoich. O tym czy pozostali lokalni politycy będą nadal podstawiać swoje głowy i nadstawiać swoją reputację i honor za wszystkie te przekręty gangu Ortyla – dowiemy się zapewne w najbliższych tygodniach, właśnie przy wyborach samorządowych. Na Podkarpaciu to pytanie brzmi dosadniej: Czy jesteście Państwo gotowi wszyscy „umrzeć” za działalność Władysława Ortyla i jego zarządu? Wielu lokalnych polityków powinno odpowiedzieć sobie na to pytanie. Ciekawa jest też kwestia ilu obecnych radnych wojewódzkich z klubu PiS (i jego ewentualnych przystawek) było lub jest zatrudnionych w podległych PiSowi instytucjach? Niech Wasza redakcja to sprawdzi.

Redakcja Rzeszów24.pl: Czy chciałby Pan jeszcze coś dodać?

Jacek Ćwięka: Chciałbym serdecznie podziękować Waszej Redakcji www.Rzeszów24.pl, www.tvPodkarpacie.pl oraz www.tvPolska.pl, że jako jedyni w Polsce zechcieliście porozmawiać ze mną, zapytać jak to rzeczywiście było i jak cała sytuacja wygląda od mojej strony. Mam nadzieję, że tym tropem dążenia do prawdy pójdą również inne niezależne redakcje medialne. Jeszcze raz dziękuję za możliwość swobodnej wypowiedzi na Waszym portalu.

12-02-2024

Udostępnij ten artykuł znajomym:

Udostępnij

Napisz komentarz przez Facebook

lub zaloguj się aby dodać komentarz


Pokaż więcej komentarzy (0)