REKLAMA
REKLAMA

UWAGA PRZEDSIĘBIORCO : Naciągacze „domenowi” działają też w powiecie sanockim. Nie daj się oszukać !

SANOK / PODKARPACIE. Ponad 500 osób w kraju, w tym z powiatu sanockiego, dało się nabić w „domenę”. Wszystko za sprawą działających w Europie firm, które sprzedają domeny internetowe na telefon. Sprawą zajmuje się Prokuratura Okręgowa w Katowicach.


Dorota Mękarska

Domena, to mówiąc w skrócie, adres internetowy firmy, np. www.nazwa-twojej-firmy.pl.

Dzwonią i proponują rejestracje domeny przez telefon
Naciągacze „domenowi” działają od kilku lat. Ich sposób postępowania odbywa się zawsze według podobnego scenariusza. Przedstawiciel firmy sprzedającej domeny kontaktuje się z przedsiębiorcą telefonicznie, oferując rejestrację domeny, której nazwa związana jest z jego działalnością. Konsultant wzmacnia propozycję  ostrzeżeniem, że ktoś inny interesuje się kupnem domeny. Rozmowa, która odbywa się pod presją czasu,  jest nagrywana

Przedsiębiorca zrobił sobie „prezent” na Mikołaja
Mąż otrzymał telefon w dniu 6 stycznia  br. od przedstawicielki firmy z Dortmundu – relacjonuje małżonka właściciela firmy w powiecie sanockim, który zdecydował się nam ujawnić ten proceder.
Poinformowała męża, że  jakiś przedsiębiorca z Sanoka zamierza zarejestrować domenę wykorzystując nazwę naszej firmy. Mężowi zapaliło się w głowie czerwone światło, gdyż funkcjonujemy na rynku od lat 90. i nie chcemy, aby ktoś wykorzystywał nasz dorobek.

Konsultantka szybko przeczytała przez telefon regulamin,  na podstawie którego zawierane są umowy. Po tym padło padło sakramentalne pytanie, czy przedsiębiorca zgadza się na jej zawarcie.
Mąż zapytał, jaki będzie koszt tej usługi. Usłyszał, że 219 zł netto rocznie – dodaje kobieta.
Przedstawicielka firmy odczytała mi nazwy czterech domen, ale nie padła informacja, że za każdą z nich będę musiał zapłacić 219 zł netto. Ja w każdym razie czegoś takiego nie usłyszałem – podkreśla mężczyzna.

Umowy zazwyczaj są zawierane na 2 lata. Sanocki przedsiębiorca nie wyraził na to zgody, optując przy umowie na rok.
–  Konsultantka zgodziła się na ten warunek, jednakże poinformowała, że umowę należy zawrzeć jak najszybciej –  zaznacza kobieta.
Umowę i regulamin mąż miał dostać na skrzynkę mailową.

fot. sxc.hu

 

W tym samym dniu, wieczorem,  sanocki przedsiębiorca otrzymał kolejny telefon z informacją, że w związku z zawartą wcześniej ustną umową musi nastąpić potwierdzenie danych. Wtedy też dowiedział się, że  nie  dotyczy ona rejestracji jednej domeny, ale czterech. Każda za 219 zł netto, choć w Polsce ta cena jednorazowo wynosi od  0 zł do 10 zł w pierwszym roku trwania umowy.

Mąż zaprotestował, gdyż wcześniej była mowa o 219 zł netto.  W  odpowiedzi usłyszał tylko, że cała kwota może być rozłożona na raty. Ze zdenerwowania rzucił słuchawką – mówi żona.

Mimo sprzeciwu, przedsiębiorca otrzymał drogą mailową umowę  na 12 miesięcy za rejestrację 4 domen.

Będzie figurował jako dłużnik
Na tym się nie skończyło. W ślad za mailem przyszła faktura oraz pismo z informacją, że niemiecka firma sprzedała  wierzytelność sanockiego przedsiębiorcy polskiej firmie windykacyjnej.  W piśmie zawarto ostrzeżenie, że jeśli nie ureguluje on należności zostanie wpisany na Krajową Listę Długów Biura Informacji Gospodarczej.

Po przeszukaniu internetu, przedsiębiorca dowiedział się, że nie on jedyny padł ofiarą „domenowych” naciągaczy.
Okazało się się też, że nie „idzie” rozwiązać z tymi naciągaczami umowy, gdyż jest ona przedłużana automatycznie – podkreśla kobieta.

Z dyskusji na forach internetowych, wynika, że niektórzy dłużnicy decydują się płacić, dla świętego spokoju. Inni kierują swoje kroki na policję. Tak  też zrobił mieszkaniec powiatu sanockiego.

Poinstruowany przez policjanta odpisał niemieckiej firmie, że uważa umowę za nieważną ze względy na fakt, iż nie  został poinformowany dokładnie, czego ona dotyczy.
Wyznaczyłem również termin przysłania mi nagrań, jako dowodu – relacjonuje mężczyzna.

Naciągacze mają swoją siedzibę w Niemczech
Niemiecka firma nie zgodziła się na tę prośbę.  Dlatego, zgodnie z sugestią policjanta, nasz przedsiębiorca wystąpił z żądaniem dostarczenia nagrań. Zamiast nich dostał pismo z żądaniem zapłaty.

Śledztwo w sprawie oszustw domenowych prowadzi Prokuratura Okręgowa w Katowicach. Bada, czy doszło do do niekorzystnego rozporządzenia mieniem przy zawarciu umowy o świadczenie usług internetowych na rzecz podmiotów gospodarczych. Już wiadomo, że złożonych zostało około 500 zawiadomień o przestępstwie, ale  ta liczba może być znacznie większa.

Na razie nie płacę – mówi sanocki przedsiębiorca.
Ale lecą mi odsetki….

foto: sxc.hu

19-12-2012

Udostępnij ten artykuł znajomym:

Udostępnij

Napisz komentarz przez Facebook

lub zaloguj się aby dodać komentarz


Pokaż więcej komentarzy (0)