„Z samego rana Dzióbeczku…”. Poruszające wspomnienia sanockiego nauczyciela i absolwenta „Mechanika”
Są miejsca w Sanoku, które mają swoją duszę, i są ludzie, którzy tę duszę potrafili ukształtować. Zespół Szkół nr 2, czyli legendarny sanocki „Mechanik”, dla wielu pokoleń był czymś znacznie więcej niż tylko budynkiem z salami lekcyjnymi. To tam, w cieniu warsztatów i na bieszczadzkich szlakach, hartowały się charaktery, rodziły pasje i spłacały długi wdzięczności. Edward Uruski, maturzysta z 1970 roku, po latach zatoczył krąg, wracając do szkoły jako nauczyciel. Dziś dzieli się z nami niezwykle osobistą, poetycką opowieścią o czasach, gdy mundur i biała koszula były powodem do dumy, a profesorowie stajali się życiowymi drogowskazami.
Poniżej publikujemy wspomnienia Edwarda Uruskiego.
Szkoła to budynek, nauczyciele, sale, lekcje. Czy można doszukać się tam czegoś więcej. Szkoła to ludzie z pragnieniem spełnienia się. Szukający drogi i kierunku, wartości na życie. O tym się nie mówi nawet nie myśli się skrycie. Ale po latach docenia się ten czas formowania, młodej osobowości w dyscyplinie i życzliwości. Byliśmy razem, wtedy przez sześć dni w tygodniu. Przez kilka godzin dziennie przez nawet pięć lat. Zostawiło się dom i stąd wyruszało się w świat.
Nauczyciele pasjonaci, miłośnicy Bieszczadów Nauczyciele Maria Wielgosz, Ewa Górecka. Szły z młodzieżą szlakami i tam, gdzie nie było śladów. W deszczu i po błocie i te przeżycia jeszcze zostały. Młodym ludziom poczucie dużej wartości dawały, I hart ducha, gdyby pojawiła się życiowa zawierucha. Pani Wanda Lichnowska subtelna i sprawiedliwa. Uruchomiła w siatkarzach tak silne motywacje, Zostali mistrzami Polski tylko za własne satysfakcje. Stworzyła szkolny zespół taneczny lubiany i znany, W całym województwie na uroczystości był zapraszany.
Lekcje z panią profesor Bruno, Ryszową, Prokopową Nawet bardzo zdolni musieli napracować się zdrowo. Wiedza z rysunku technicznego u prof. Tarkowskiego została, na studiach i w pracy bardzo się przydała. Profesor Wojciech Sołtys historyk, osobowość wielka. Trafiał do każdego tak, że zanikała wątpliwość wszelka. Był Guru dla młodych nauczycieli rozstrzygał dylematy. Jego słowa zapadały w serce były oczekiwane jak od taty.
Prof. Marcinkowski prowadził przysposobienie wojskowe. Z tróją na semestr na zawodach innych pobiłem o głowę. Musztra, terenoznawstwo, strzelectwo i pierwsza pomoc. To praktyka a nie wiedza, którą opanuję się w jedną noc. Od pierwszej lekcji obowiązkowy garnitur i biała koszula. Krawat, tarcza, patki, wszystko dopasowane jak ulał. Powrót z zajęć, marszowy krok i rozkaz klasa baczność. Miarowy tupot naszych nóg przeszywał szkołę na wskroś. Dzisiaj negowano by to, wtedy byliśmy dumni to było coś.
Nie sposób nie wspomnieć Józefa Lubasa z warsztatów. Lokalny wynalazca autor wielu oryginalnych projektów. Już wtedy lata 60-te z uczniami zrobił sanie motorowe. Wywołując niemałą sensację, pokazał jaka ma głowę. Oczywiście toczyło się wokół normalne życie kolorowe. Leszek Markowski i Gienek Kseniak jak robiliśmy pracę dyplomowe. Szli na piwo, gorzkie niesamowicie, uchylałem się od tego skrycie. Kelnerka dyskretnie dolała mi soku by mógł dotrzymać im kroku.
Tak formuje się w każdej szkole dusza młodego człowieka. Który na swoje szczęście cierpliwie i uparcie tylko czeka. Na tym etapie te dusze jeszcze tego wiedzieć nie mogą. Poświęcenie się dla pracy nie wystarczy, szczęście jest drogą. Pracowałem lata w zakładzie i miałem awanse a powróciłem tu. Jako nauczyciel, chciałem dać swojej duszy nową szansę. Spierałem się i bratałem z innymi duszami o drobne niuanse. Pomagałem im wzlecieć wysoko by widzieli jak wiele jest dróg. Wobec nauczycieli, którzy mnie formowali spłacałem dług. Wędrowałem, zatoczyłem krąg, wróciłem tu i wyszedłem stąd.
Gdzieś na górskim szlaku można się dowiedzieć. Że się kogoś uczyło i do niego otwarcie się mówiło: „Z samego rana Dzióbeczku oszukujesz Pana”. Ten gość, którego nie rozpoznałem zdążył powiedzieć sam jestem nauczyciel i to powtarzam też od rana. Nauka w porządku nie rozwijamy tego prostego wątku. Szkolne wycieczki to jest temat, który budzi emocje. Uczniowie na kolejny rok dwie wycieczki planowali. Przy sprzątaniu miejskiej skarpy na ten cel zarabiali. Na wiosnę to były Bieszczady w czerwcu Tatry Wysokie.
Po wyczerpującej trasie na Bieszczadzkich Połoninach. W środku nocy szukali szczęścia w innym ośrodku. W Tatrach sprawdziłem pokoje zamknąłem drzwi wejściowe. Po trasie chciałem odpocząć i mieć spokojną głowę. Uciekli na góralską dyskotekę po przygotowanej drabinie. Przy powrocie weszli na potężną z opóźnionym zapłonem minę. Wybrali okno prof. Ryszowej to nieświadomy akt desperacji. I nie da się tu doszukać nawet na siłę najmniejszych racji.
Teraz na spotkania klasowe mnie zapraszają i to wspominają. Ich opowieści z życia wzięte budzą niemałe drescze. Mimo że co roku się spotykamy mają ciągle nowe jeszcze. Mam tylko pięć lat mniej niż historia szkoły a siebie lubię, powiem nieskromnie, być może że nie mam racji. Uważam swoje życie za ciekawe i pełne satysfakcji.
Edward Uruski
Materiały nadesłane



Wykop.pl


lub zaloguj się aby dodać komentarz
Zaloguj się aby dodać komentarz