Piotr Skarga – patron ludzi odważnych

Skoro jesteś letni i ani gorący, ani zimny, chcę cię wyrzucić z mych ust.
Apokalipsa św. Jana 3, 16
Piotr Skarga urodził się 2 lutego 1536 r. w Grójcu niedaleko Warszawy, w rodzinie Michała i Anny ze Świątków. Mając siedemnaście lat, wstąpił do Akademii Krakowskiej. W 1564 r., z rąk metropolity lwowskiego ks. abp. Pawła Tarły, otrzymał święcenia kapłańskie. Następnie objął funkcję kaznodziei w katedrze lwowskiej.

W ten sposób przełożeni docenili jego wykształcenie oraz zdolności intelektualne. Ksiądz Skarga nie zawiódł pokładanych w nim nadziei, szybko zyskując rozgłos jako świetny mówca. Nic też dziwnego, że ks. abp Tarło rychło nada mu kolejne godności: zrazu kanonika, a następnie kanclerza kapituły lwowskiej. Ponieważ tak się szczęśliwie złożyło, że błyskawiczna kariera stała się udziałem człowieka o rzeczywistych zdolnościach, nie przeszkodziła mu ona w rozwoju intelektu i charakteru. Będąc we Lwowie, dzielił czas między obowiązki kaznodziejskie, posługę kapłańską oraz naukę. Dał się poznać jako osoba skromna, prowadząca bardzo ubogie życie, oddana chrześcijańskiej caritas – zgodnie z podstawową zasadą najbardziej szlachetnej odmiany ascezy posiadane dobra rozdawał ubogim.

Majątkiem dzielił się Skarga z potrzebującymi, natomiast intelekt pragnął oddać w służbę Kościołowi i wierze. Szczególnie istotne dla niego było odwojowanie dusz utraconych przez Kościół w wyniku spustoszeń reformacyjnych (luteranizm, kalwinizm, zwinglianizm). Reformacja w Polsce, choć nie tak triumfująca jak w krajach Europy Zachodniej i niewprowadzająca tak wielkich niepokojów społecznych i krwawych wojen wyznaniowych (w których strona protestancka często była stroną atakującą: Niemcy, Holandia, Anglia, kantony szwajcarskie, kraje skandynawskie), przyczyniła się do osłabienia pozycji Kościoła jako fundamentu jedności wieloetnicznej i wielokulturowej Rzeczypospolitej. Nowa nauka poczyniła szczególne postępy wśród szlachty litewskiej, małopolskiej i wielkopolskiej. Wierności wierze katolickiej dochowała ludność chłopska (ok. 90 proc. społeczeństwa Rzeczypospolitej). Nic też dziwnego, że zastanawiając się nad wyborem zakonu, do którego mógłby wstąpić, aby realizować misję wśród innowierców oraz katolików (szlachty i chłopów), których poziom świadomości religijnej nie był wysoki, uwaga Skargi padła na zakon jezuitów założony w 1534 r. przez Ignacego Loyolę, a zatwierdzony sześć lat później przez Papieża Juliusza III. Celem zakonu była m.in. działalność misyjna wśród „braci odłączonych” oraz podnoszenie świadomości religijnej katolików.

Nawracanie słowem, piórem oraz dobrymi uczynkami
W 1571 r., po dwuletnim nowicjacie w Towarzystwie Jezusowym w Rzymie, Piotr Skarga powraca do kraju, aby rozwijać działalność zakonu w Polsce. Ponieważ niezwykle istotnym czynnikiem krzewienia wiary katolickiej były według koncepcji jezuitów szkoły, stąd jego zaangażowanie w działalność istniejących już w kraju kolegiów jezuickich i tworzenie nowych: w Połocku, Rydze, Dorpacie. Kolegia były odpowiednikami dzisiejszych szkół średnich i miały wysoki poziom nauczania. Mogły do nich uczęszczać nie tylko dzieci szlachty, ale też niższych warstw społecznych. Do szkół jezuickich przyjmowano również potomstwo rodzin protestanckich z nadzieją, iż pobyt w kolegium skłoni je do konwersji na katolicyzm. W 1579 r. Piotr Skarga został pierwszym rektorem Akademii Wileńskiej, której zadaniem była również rekatolicyzacja obszarów zdominowanych przez protestantyzm.

Bardzo ważna w dziele nawracania i krzewienia wiary katolickiej była działalność kaznodziejska i pisarska. Owocem tej ostatniej aktywności był szereg pism polemicznych ks. Skargi wymierzonych przeciwko innowiercom i konfederacji warszawskiej (1573), w której szlachta katolicka i protestancka gwarantowały sobie nawzajem pokój religijny, uznając de facto stan rozbicia religijnego („rozróżnienia w wierze”) za naturalny porządek. Było to rozstrzygnięcie idące pod prąd rozwiązań obowiązujących w Europie, gdzie święciła triumfy zasada „cuius regio eius religio” (czyj kraj, tego religia). Polska różnorodność religijna budziła wśród ówczesnych państw naszego kontynentu tak wielkie zdziwienie, że niektórzy z tego właśnie tytułu („wielkiej mnogości religii”) odmawiali Rzeczypospolitej godności państwa europejskiego. Skarga pisał przeciw konfederacji warszawskiej w takich pismach, jak: „Upominanie do ewangelików” (1592), „Proces konfederacyjej” (1595), „Dyskurs na konfederacyją” (1607). Swoim piórem wspomagał koncepcję unii z prawosławiem, której owocem była unia brzeska w 1596 r. („O jedności Kościoła Bożego”, 1577; „Synod brzeski”, 1597).

W Krakowie, jako przełożony domu zakonnego, ks. Skarga prowadził wielostronną działalność charytatywną, zakładając Bractwo Miłosierdzia, Bank Pobożny i Skrzynkę św. Mikołaja. Dla współczesnych był nade wszystko ostrym krytykiem sytuacji społeczno-politycznej, polemistą, autorem „Żywotów świętych” (1579), jednej z najbardziej poczytnych książek w dziejach kultury polskiej, oraz filantropem. Piękna polszczyzna, którą pisane były jego prace, stała się wzorcem języka literackiego dla wielu luminarzy polskiej kultury. Stefan Żeromski przyznawał, że jego pisarstwo wiele zawdzięcza Piotrowi Skardze. Od 1588 r., przez dwadzieścia cztery lata, autor „Żywotów świętych” piastował niezwykle prestiżowe stanowisko kaznodziei na dworze króla Zygmunta III, wspierając jego politykę wymierzoną przeciwko nadmiernym przywilejom szlacheckim oraz rokoszowi Mikołaja Zebrzydowskiego.

Czasy aktywności ks. Piotra Skargi zbiegały się z czasem wielkości i siły Polski i Polaków. Wizerunek Skargi, kaznodziei-proroka, utrwalali polscy romantycy: Adam Mickiewicz, Cyprian K. Norwid. Jan Matejko przedstawił wizję profety w słynnym obrazie „Kazanie Skargi” (1864). Ksiądz Piotr Skarga zmarł w 1612 roku. W przyszłym roku przypadnie 400. rocznica jego śmierci.
Najważniejsze z jego dzieł, wyrażające się zarówno w żywej mowie kaznodziejskiej, jak i w piśmie (różnego typu zbiory kazań), zmierzały do poprawy obyczajów moralnych i politycznych katolików, zwłaszcza szlachty.

Bicz na establishment
Nic bardziej mylnego niż przekonanie, że ówczesne kazania zawierały komplementy i słodycz dla możnych, a karcenie i gorycz dla ludu – wprost przeciwnie. Ksiądz Piotr Skarga główne źródło postępującego uwiądu ducha, a co za tym idzie – rychłego upadku kraju, upatrywał w ówczesnym establishmencie: stanie „heretyckim abo ślacheckim”. Zawarte w licznych dziełach tyrady antyestablishmentowe budziły niezadowolenie, a nawet wściekłość szlachty. Władze zakonu zażądały, aby szczególnie jadowite wobec „tych, co w górze” „Kazania sejmowe” nie wyszły osobno, tylko by włączono je do opasłego zbioru kazań („Kazania na niedziele i święta całego roku”, 1597). Dzięki temu miały nie kłuć w oczy herbowych. Skargę zaczęto kojarzyć ze słynnymi kazaniami dopiero po upadku państwa polskiego. Zwłaszcza w epoce romantyzmu, okresie szczególnego zapotrzebowania na proroków – bezkompromisowych krytyków „nierządnego królestwa”.
Niechęć establishmentu świeckiego powodowała sytuację osobistego zagrożenia kaznodziei. Pamiętajmy, że są to czasy, w których narazić się takiemu prominentowi jak Stanisław Stadnicki, zwany Diabłem, kalwinista, jeden z przywódców protestantów polskich, okrutnik i mąciwoda, typowy „sobiepanek”, to jakby dziś nadepnąć na odcisk guru „ludzi rozsądnych”: oberdysydentowi – niegdyś, ciotce, która siedzi na kanapie i ma za złe – dziś. Żadna protekcja nie pomoże. Autor „Żywotów świętych” traktował to jako ryzyko wpisane w zawód, a mówiąc stosowniej: w powołanie. Duchowni nie mogą się łasić do możnych, pomijać milczeniem ich występnego życia, relatywizować grzechów. Nawet wtedy, gdy, jak mówił konfrater Skargi, równie jak on słynny, Jakub Wujek: „dla prawdy i dla wolnego kazania, abo napominania, sromoty, zelżywości i prześladowania cierpią”. Wprost przeciwnie – mają mówić prawdę o gorszącym życiu elit, o tym, że zamiast być dla poddanych wzorem życia dobrego, troszczyć się o ich pomyślność duchową i materialną, są antywzorem. Skoro znaleźli się na świeczniku, winni błyszczeć cnotą, promieniować jakością postaw. Budować moralnie, wzmacniać siłę ducha, a co za tym idzie – również Rzeczypospolitej. Bo jedynie taka postawa może uzasadniać wysoki status społeczny.
Patrząc na obraz szlachcica kreślony przez ks. Piotra Skargę, dochodzimy do wniosku, że – mówiąc słowami Jana Hochwandera z kultowego „Misia” – była to – excusez le mot – „banda darmozjadów i matołów kupa”. Jak pisał znawca baroku Czesław Hernas, klejnot szlachecki „zamiast aureoli otoczony został w jego pismach tonem pogardy”: „Nic szlacheckiego, nic żołnierskiego nie poczynają, krew tylko domową i braterską rozlewać umieją”. Rycerz polski to „baba stara na wozie”, a pretendujący do elity giermkowie są „jako niewiasty do kądzieli”. Szlachcic, czyli mężczyzna, który winien być człowiekiem „o wejrzeniu jak ze stali”, obrońcą wdów i sierot, okazuje się, mówiąc językiem współczesnym, typem ciepłym, „w pierzu i poduszkach jedwabnych uwinionym”.

Dekonstruktor wygodnych mitów elit
Ksiądz Skarga neguje wartość przemian stylu życia tak chwalonych w poezji ziemiańskiej, z zadowoleniem podnoszącej, iż szlachcic z rycerza walczącego w dalekich stronach staje się ziemianinem krzątającym się na swoich włościach i domatorem. Gorszy go, że wojowniczy niegdyś Sarmaci przekuli miecze na lemiesze, a najlepsze konie zamiast pod siodło rycerskie „do wozów obracają”, stając się tym samym furmanami, wozakami, a nie jazdą, „którą była ta Korona najwięcej sławna i nieprzyjacielom straszliwa”. Demaskuje idylliczny obraz życia ziemian, sielską wizję wsi, chcąc pokazać, że nie jest ona ani spokojna, ani wesoła. Dekonstruuje, budowany przez ówczesny PR, mit szlachcica, statecznego i pobożnego patris familias (ojca rodziny), wykazując, że pod tą PR-owską maską kryje się twarz zarozumialca, nadętego buca, do którego nic, co dobre, nie dociera, który jest przeświadczony o własnej wielkości i lichości poddanych. Zapadłszy w komfort i błogostan, jaki daje pokój i bogactwo, nie zważa, iż chwilowa stabilizacja „w wielkie się wam kłopoty i prace, i nędzę obróci”. Podobnie jak okrucieństwo wobec chłopów, których wyzysk (oprymowanie) daje panu majątek, a „one wyniszcza”. Skarga narusza podstawy samozadowolenia i dobrego samopoczucia elit, dokonuje ataku na dominującą w społeczeństwie kulturę. Establishment doczeka się konsekwencji lekceważenia Boga i poddanych. Fortuna obróci się o 180 stopni: to, co spotkało poddanych, niedługo dotknie szlachtę, która utraci państwo i dostanie się w niewolę „nieprzyjaciół, którzy was uciskać będą gorzej niżeście wy poddane uciskali, którzy jarzmo żelazne na was włożą i nie dadzą wam odpocząć we dnie i w nocy”.

Krytyka elit, którą dzisiejszy establishment zdiagnozowałby jako przejaw „oszołomstwa”, frustracji i kompleksów niskiego pochodzenia (mówiono, że Skarga, który herb rodu Skargów-Powęskich dostał dopiero od Zygmunta III, tak naprawdę wywodził się z chłopów), spodobała się niektórym ówczesnym decydentom; niewielu, ale za to jakim: hetmanom, prawdziwym „wojownikom sarmackim”, Karolowi Chodkiewiczowi i Stanisławowi Żółkiewskiemu. Ten drugi na swój koszt każe wznowić bardzo krytyczne wobec szlachty „Żołnierskie nabożeństwo” (1606).

Polak – nie zawsze dobry katolik
Tak jak krytyka elit świeckich budziła w nich gniew, tak też „przymawianie” złościło przynajmniej niektórych przedstawicieli elit duchownych, zwłaszcza purpuratów. Tu pominiemy porównania do czasów dzisiejszych, a co za tym idzie – personalia. Przypomnijmy tylko, że poirytowana kapituła krakowska słała przez swego delegata, kanonika Hieronima Powodowskiego, napomnienia do niepokornego kaznodziei, ostrzegając go przed kanonicznymi konsekwencjami zbyt zapalczywej krytyki, zwłaszcza stanu duchownego. Nie po raz ostatni władze duchowne z królewskiego miasta będą miały kłopot z krnąbrnym kapłanem, drażniącym wysublimowane poczucie smaku i taktu razową niezłomnością.

Szlachectwo zobowiązuje – zarówno to wywodzące się z klejnotu i herbu, jak i to wypływające z podniesienia do godności kapłana. Wspominał już o tym cytowany Jakub Wujek. Również Skarga gorszył się na tych duchownych, którzy nie mają ochoty narażać się wielkim tego świata. Nie są wzorem dobrego życia dla wiernych, nie są gotowi na „sromoty, zelżywości i prześladowania”, jakich doświadczają ze strony pyszałkowatych panów katolickich oraz innowierców. Za wzór letnim kapłanom stawiani są ojcowie jezuici, którzy z tego powodu, że zarówno protestantom, jak i „katolikom rozpustnym w występnym [życiu] nie przepuszczają”, są represjonowani.
Duchowni oziębli w wierze, a takich, według autora „Żywotów świętych”, w „zawsze wiernej” Polsce było niemało, stali się wielkim zgorszeniem dla wiernych, odciągającym od świętej wiary Kościoła powszechnego skuteczniej niż propaganda heretycka. Dodajmy: często napastliwa i efektywna. Skarga zwracał uwagę, że na długo przed wybuchem reformacji „bardzo byli w nauce i powinności swoje stępieni naszy kapłani”. Zamiast troszczyć się o powierzoną trzodę, „dziesięciny dogląda, a nauki nie pilnuje (…) zguba dusz ludzkich”. Nic też dziwnego, że opuszczone przez pasterza stado zaatakowały „wilki w owczej skórze” – heretycy (kacermistrze), albowiem „gdy stan duchowny pasować się pocznie, nad lud wszystek zaraza występuje”. Kto ciekaw kolejnych wypowiedzi duchownego dowodzących, że „zły żywot kapłanów [katolickich] bardziej heretyki mnoży niźli kacerskie kazania”, niech sięgnie do spuścizny jezuity.

Oprócz kapłanów do upadku ducha, a co za tym idzie – Rzeczypospolitej, oraz rozwoju herezji, która jest upadku tegoż ducha najjaskrawszym przejawem, przyczyniają się wierni Kościoła katolickiego. Bo należy z całą mocą podkreślić, że aby Rzeczpospolita rosła w siłę, a ludzie żyli dostatniej, nie wystarczyła sama wiara katolicka – wszak bez uczynków martwa jest. Potrzeba również ewangelicznej caritas. A tej nie ma w polskiej ziemi, bo zamieszkujący ją katolicy służą Panu Bogu jedynie słowami, „a rękami heretykom, którzy się z ich złych spraw: łakomstwa, lichwy, nieczystości, pijaństwa gorszą i od świętej wiary odrażają”.

Przeciw heretykom
Większość innowierców wchodziła w skład ówczesnych elit, jak pamiętamy Piotr Skarga utożsamiał niekiedy stan szlachecki ze „stanem heretyckim”, co z przyjętej przez niego perspektywy nie powinno dziwić, wszak skutki działań heretyków i złych („klętych”, jak wówczas mówiono) katolików były takie same: obraza Boga, rozbicie państwa, krwawa wojna domowa, „w której zła wygrana, zła przegrana”. Przypomnijmy też, że na czele wiodącego do wojny domowej rokoszu sandomierskiego, krytykującego ostro jezuitów, w tym Skargę, stali: katolik Mikołaj Zebrzydowski i wspomniany przywódca innowierców Stadnicki-Diabeł. Notabene można by się zastanowić, jaki wpływ na rozwój polskiej tolerancji miałoby zwycięstwo obozu antykrólewskiego, którego krewcy przywódcy byli też liderami konkurujących ze sobą obozów religijnych. Czy nie doprowadziłoby to do kolejnej, tym razem religijnej, wojny, w której zwycięzca bierze wszystko? Dla jezuity problem herezji był w gruncie rzeczy problemem drugorzędnym, widzianym w szerszym kontekście atakującego Polskę zła, którego herezja była skutkiem, nie przyczyną: „Naprzód gdy na heretyki wejrzymy, pomyślić mamy, iż z naszych katolickich grzechów wyrośli”. Odstępcy od wiary katolickiej, propagatorzy i mecenasi nowej nauki to „ci, co się między nami grzeszyć nauczyli”. Między nami, czyli „między nami szlachtą”, bo wszak ona była wzorcem zachowań, jej poglądy były opiniotwórcze. Walka z herezją miała podtekst walki ze szlachtą, z jej występkami. Z elitami ówczesnymi, które, według Skargi, w swym dominującym nurcie są zdeprawowane. Widać to wyraźnie, gdy po wspaniałym zwycięstwie oręża polskiego pod Kircholmem nad Szwedami, czyli luteranami, mówił Piotr Skarga zwycięzcom, że wprawdzie „heretyctwo pohańbione jest, ale mało nam to zwycięstwo pomoże, jeśli swoich złych zwyczajów i grzechów nie zwyciężymy”, gdyż diabeł (zły duch – Belzebub, a nie zły szlachcic – Stadnicki) i grzeszne życie to „cięższy nieprzyjaciel i szkodliwsza niewola ich”. Jeżeli, kontynuował Skarga, „męstwa sami nad sobą nie użyjemy”, to nie tylko nie zwyciężymy herezji, ale też nie umkniemy gniewu Pana Boga. Święta wojna w ujęciu potrydenckim miała być wojną z grzechami, a nie z „Saracenami”.

Wzór dla dzisiejszych kontestatorów
Człowiek, którego 400. rocznicę śmierci będziemy obchodzić za rok, odważył się przeciwstawić fali. Choć pogoda dla niepokornych była wówczas równie zła jak dziś. Ksiądz Piotr Skarga chciał Polski silnej, a nawet bezwzględnej dla zdeprawowanych elit, natomiast miłosiernej i wybaczającej dla małych i nieważnych, którzy, jak to wówczas pisano, „w gnoju leżą” i nakłaniani są, podobnie jak heretycy, do zła przez wynaturzoną elitę szlachecką, ale również przez zły żywot kapłanów. Piętrzący inwektywę i łajania, gdy przychodzi oceniać herbowych, w przypadku ubogich potulnieje. Nie moralizuje, gdy spotyka się z pojawiającą się niekiedy wśród niezamożnych panien praktyką, „pójścia na ulicę”, w celu „zapracowania” na wiano, tylko wspomaga Skrzynkę św. Mikołaja, umożliwiającą biednym dziewczętom otrzymanie wiana, dzięki czemu „mogą mężów dostać i w uczciwym małżeństwie mieszkać albo też do klasztorów iść”.

Trzeba wspomnieć, że Skarga nie chciał zniszczyć stanu szlacheckiego, wszak sam nie odrzucił herbu nadanego mu przez króla. Uczył, że prawdziwą elitę winny cechować: daleko posunięty samokrytycyzm, nieufność wobec przekonania o realnym posiadaniu cnót, skłonność do dekonstrukcji własnych, a nie cudzych, wygodnych mitów. Elita miała być wymagająca wobec siebie, a spolegliwa, aż do granic relatywizowania występków, wobec „prostych i nieświadomych”. Inna elita nie jest Polsce potrzebna. Pragnienie realizowania tych postulatów będzie w przyszłości zbliżać do siebie ludzi, którzy w innych sprawach mieli często odmienne zdania. Będzie łączyć prawdziwych nonkonformistów: Maurycego Mochnackiego, działaczy endeckich czy pisarzy indywidualistów, jak Andrzej Bobkowski.

Oczywiście, takie wyzwania stawiane establishmentowi nie mogły zaskarbić jezuicie wielu sympatyków wtedy. A dziś, gdy ci, którzy pretendują do tytułu elit, są wynikiem przeczesania naszych przodków selekcją negatywną zaborów oraz dwóch okupacji: niemieckiej i peerelowskiej, szansa na to, że establishment zaakceptuje Skargę i jego naukę, jest zerowa. Mimo przyjęcia przez Sejm uchwały ustanawiającej rok 2012 rokiem jego pamięci.

Zły żywot kapłanów bardziej heretyki mnoży niźli kacerskie kazania ks. Piotr Skarga

Dr Robert Kościelny historyk, publicysta

|
Ergo Hestia

Napisz komentarz:

Jeśli chcesz, aby przy Twoim komentarzu pojawił się avatar, zarejestruj swój adres e-mail w gravatar.com.
"UWAGA! Komentarze niezgodne z regulaminem serwisu nie będą publikowane. Zachęcamy do kulturalnego wyrażania opinii na temat artykułów oraz unikania personalnych ataków słownych."