KONTROWERSJE : Jugendamt czy gestapo ? Niemcy zabrali Polce niemowlaka!

Z Wojciechem Pomorskim, prezesem Polskiego Stowarzyszenia Rodzice Przeciw Dyskryminacji Dzieci w Niemczech – Dyskryminacja.de, rozmawia Robert Wit Wyrostkiewicz

- Po ukazaniu się naszego wywiadu sprzed tygodnia miała miejsce dramatyczna sytuacja. Jugendamt odebrał Polce dziecko, obezwładniając matkę za pomocą policji i niemalże wyrywając jej malucha z rąk… Przecież to sceny jak z filmu o gestapo?

– Niestety. Dziesięciu niemieckich policjantów i aktywiści Jugendamtu przyszli trzy dni temu, by zabrać Polce i polskiemu ojcu ich sześciotygodniowego synka. Takie maleństwo! Powód? „Bo ich wynajemca kazał im opuścić ich dotychczasowe mieszkanie”. Niemieckie sądy rodzinne pod dyktatem Jugendamtu każdą błahostkę mogą wykorzystać, by odebrać dziecko. W tym przypadku Jugendamt zrobił z tego „bezdomność” i w asyście dziesięciu policjantów wyszarpał dziecko polskiej matce, która rzuciła się na nich w obronie swojego zabranego przemocą synka. Policja obezwładniła matkę rzucając ją na podłogę i wykręcając ręce na plecy! Ojca dziecka trzymali już wcześniej, bo reakcji mężczyzny bardziej się obawiali. Niesamowita tragedia… Od czterech dni rodzice nie wiedzą nic o swoim dziecku…

Dziś zgłosili się do mnie o pomoc, której im natychmiast udzieliłem. Taki maluch to gratka dla Jugendamtu, który obraca rocznie budżetem 23 miliardów euro, bo za takie dziecko, które sobie będą sami „wychowywać” i germanizować do 18 roku życia dostają dofinansowanie do 7 tys. euro miesięcznie, a według statystyk odbierają rodzinom rocznie 40 tys. dzieci. Ci rodzice dziś do nas trafili i właśnie uruchomiliśmy dla nich wszelką możliwą naszą pomoc.

- To dobrze, ale chyba warto też poruszyć polską ambasadę w Niemczech?

– Tu nikt już nie ma zaufania do wyrobników na „naszych” placówkach zagranicznych (konsulaty RP i ambasada) i już nikt nie prosi ich o jakąkolwiek pomoc, której i tak nie udzielają swoim rodakom – Polakom. Ludzie o tym wiedzą i zgłaszają się do naszej społecznej instytucji, bo my zawsze pomagamy mimo, że nie dostajemy żadnej pomocy od naszego rządu i ludzi ministra Sikorskiego. Jeszcze za czasów pani minister Spraw Zagranicznych Anny Fotygi wspierano naszą instytucję dotując nas finansowo. Jednak ekipa Tuska od 2007 roku jedynie walczy z nami… zamiast nas wspierać i współpracować. Czy oni nie widzą co tu się dzieje? Przecież chociażby ten ostatni obrazek z wyrwaniem przemocą sześciotygodniowego dziecka z rąk matki to nie scenariusz taniego horroru, ale rzeczywistość, z którą ciągle się tu spotykamy. I czujemy się w tym wszystkim opuszczeni przez polskie państwo. Na szczęście jednak są ludzie, którzy nam pomagają, a my pomagamy polskim rodzicom. Mimo wszystko zadzwoniliśmy do ambasady, by dać im szansę pomocy, której jednak nie udzielono tej rodzinie – jak zwykle zresztą…

- Chciałbym wrócić do innego przypadku polskich rodziców. Tydzień temu mówił Pan, że udało Wam się wyrwać niemieckim Jugendamtom dwójkę dzieci. Okazało się jednak, że po przyjeździe do kraju czekała już na nie policja… polska policja! Jak to możliwe?

– Jugendamt oszalał, gdy okazało się, że mama, pani Sylwia Śmigała, wyszła ze szpitala na długi spacer z synkiem, a spacer skończył się w… Polsce i cała rodzina tam „wyparowała”. Już następnego dnia Jugendamt, czyli niemiecka organizacja ds. zarządzania młodzieżą odebrał jej i ojcu prawa rodzicielskie. Zwyczajnie ubiegliśmy Jugendamt i kilka godzin wcześniej konkretnie zareagowaliśmy. To była po prostu ucieczka! Nie ma innego wyjścia, jeśli chce się ratować swoje własne dzieci. Rodzice zostawiają dobytek i uciekają do Polski często po wielu latach spędzonych w Niemczech. Tym razem Jugendamt nie zdążył zabrać dziecka najpierw jednego, potem drugiego. Kontra ze strony niemieckich germanizatorów była natychmiastowa.

Niemiecka policja kryminalna zadziałała na zlecenie Jugendamtu błyskawicznie. Już na drugi dzień wiedzieli gdzie jest matka i dzieci. Narobili takiej paniki, jakby to było porwanie, co polska policja bezkrytycznie przejęła i gdyby nie obstawa tej rodziny naszymi specjalistami i naszym adwokatem zapewne by skwapliwie zabrali zaraz polskie dzieci od polskiej rodziny i wydali Niemcom! Powtórzę jeszcze raz, bo tak się często dzieje, to nasze państwo oddaje Niemcom polskie dzieci do zwykłej germanizacji nie próbując nawet zawalczyć o swoich obywateli. W tym przypadku Jugendamt już znalazł niemiecką rodzinę dla tych dzieci. Kiedy matka uciekła do kraju z dziećmi to nie spotkało jej tu nic miłego. W polskim szpitalu wszyscy patrzyli na nią jak na jakąś przestępczynię. MOPSY kontrolowały mieszkanie. W szpitalu była policja jako „obstawa”. Wszyscy „stali na baczność”, bo „Niemcy tupnęli nogą”. Matka, która wiele się nałykała w Niemczech pogardy do Polaków, płakała i ciężko to przeżywała, ale ostatecznie udało się i dzieci są w kraju ze swoją naturalną rodziną. Jednak na wsparcie ze strony polskiego państwa w walce z Jugendamtem, czyli niemiecką organizacją ds. zarządzania młodzieżą, która specjalizuje się w odbieraniu dzieci Polakom i przekazywaniu ich Niemcom, polska rodzina nie mogła liczyć.


Wywiad ukazał się w najnowszym numerze tygodnika „Nasza Polska” Nr 24 (919) z 11 czerwca 2013 r

|
Ergo Hestia

Napisz komentarz:

Jeśli chcesz, aby przy Twoim komentarzu pojawił się avatar, zarejestruj swój adres e-mail w gravatar.com.
"UWAGA! Komentarze niezgodne z regulaminem serwisu nie będą publikowane. Zachęcamy do kulturalnego wyrażania opinii na temat artykułów oraz unikania personalnych ataków słownych."