Ryzykują życiem własnych dzieci. Czy uchodźcy mogą liczyć w Polsce na gościnę?

PODKARPACIE. Przypadek Mariam z Afganistanu, która przekroczyła nielegalnie polsko-ukraińską granicę pokazuje, że niezbyt życzliwie traktujemy nielegalnych imigrantów i uchodźców.

Na portalach internetowych, na których zamieszczono informacje o trudnych losach matki i jej dzieci, przetoczyła się dyskusja: czy należy im pomagać? A przecież ostatnio z okazji Światowego Dnia Uchodźcy papież Franciszek wezwał do rozsądnego wspierania i udzielania gościny uchodźcom.

Dorota Mękarska

Gdzie są granice miłości chrześcijańskiej?

- Ja tej pani na pewno nie pomogę i na jej koszt odesłał bym ją z jej dziećmi natychmiast do jej kraju, bo uważam, że ona i jej dzieci w przyszłości stanowić będą realne zagrożeni dla nas i tyle w temacie – napisał na forum internetowym czytelnik Gazety Wyborczej w Rzeszowie.

- Masz świętą racje, im więcej będzie takich jak Ty, będą pisać, uświadamiać ludziom, że tacy ,,emigranci” to potencjalne niebezpieczeństwo, a co do męża, znajdzie się, niech pani uzyska tylko kartę pobytu, nie tylko mąż, wujek, matka, ojciec. Przyjadą, bo przecież nikt nie będzie nieludzki zostawiając tu samotną matkę z dziećmi – sekundował mu drugi.

- Chrześcijańska miłość bliźniego każe pomagać. Tak się zastanawiam, gdzie wspomniana miłość ma granice? Trojgu, oczywiście pomagać. Trzydziestu, trzystu, pewnie tak. A jak przyjedzie trzydzieści milionów? A jak zechcą pobudować meczet?? – rozważał trzeci.

Nie brakowało jednak głosów bardziej dosadnych.

- Taaa, zbierajmy wszelkie tałatajstwo z krajów arabskich – tylko potem nie płaczcie, jak taka mamusia za kilka lat zdetonuje w autobusie jakąś paczuszkę,bo ktoś zamieści karykaturę ich boga w necie – ekstrem napisał na naszym portalu.

- Odesłać tam skąd przyjechali, albo do Wielkiej Brytanii podesłać, tam jest takich dużo. Jak zostaną w Polsce to za 10 lat dorosną i zaczną się wysadzać w powietrze w metrze warszawskim, bo tak religia im nakazuje. Polaku nie bądź mądry po szkodzie, pomysł!! – apelował inny.

Fora internetowe funkcjonują jak ulica

- To jest wstrząsające – mówi prof. dr hab. Zbigniew Nęcki, socjolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego w reakcji na komentarze.
- Uchodźcy swego czasu budzili współczucie i sympatię, ale wskutek zmiany mentalności widzi się w nich obecnie zagrożenie. Fora internetowe funkcjonują jak ulica do linczu. Jeśli ktoś jest „podpadnięty” nie pyta się, „winny” czy „niewinny”, tylko krzyczy się „powiesić!”. Do forów internetowych dostęp mają różni ludzie, często tacy, którzy reprezentują ekstremalne, proste, prymitywne postawy, nasycone nienawiścią do obcych. Z moich badań wynika, że Polacy nie są tolerancyjnym narodem, mamy do czynienia z silnymi tendencjami rasistowskimi. Ogromna agresja związana z frustracją indywidualną wyraża się w ataku na bezbronne osoby, jakimi są uchodźcy. Ta afgańska matka, która szukała lepszego życia, uciekając przed biedą i strachem, na pewno w wielu ludziach wzbudziła współczucie, ale nie są oni tak ekspansywni w wyrażaniu swoich emocji. Nienawiść i wrogość są silniejsze niż współczucie i litość.

- Skąd bierze się taka agresja? – zastanawia się Rafał Jasiński, szef Fundacji Czas Nadziei, która pomogła dzieciom z Afganistanu.
Jeżeli ktoś doświadczył bezradności polskiego państwa, a słyszy, że pomaga się osobom z zewnątrz, to może rodzić się w nim bunt. Ja osobiście nie mam z tym problemów, uważam, że wszystkim należy pomagać, choć w trudnej sytuacji dla mojej rodziny nie mogłem liczyć na pomoc państwa. Mój syn Tobiaszek zachorował na białaczkę. Gdyby nie instytucje pozarządowe, fundacje i ludzie dobrej woli, którzy nam pomogli, to moja rodzina by przepadła. Świadczenia pieniężne są śmiesznie niskie, a zresztą z pozyskaniem tych pieniędzy są olbrzymie problemy. Na chore dziecko można wziąć zwolnienie w wymiarze 60 dni w roku, a hospitalizacja trwa minimum 8 miesięcy. I to wtedy gdy nie ma komplikacji. Wiadomo, że w tym czasie jedno z rodziców nie może pracować. Gdy zmagamy się z problemami, to zaczynamy pytać: jak to jest, że „innym” pomagamy, a „swoim” nie możemy pomóc? Na szczęście nie doświadczyłem tej agresji organizując akcję pomocy dla Mariam i jej dzieci.

Kto może starać się w Polsce o status uchodźcy?

Zgodnie z z Konwencją Genewską o status uchodźcy może starać się osoba, która żywi uzasadnione obawy przed prześladowaniem z powodu rasy, religii i narodowości, przynależności do grupy społecznej lub z powodu przekonań politycznych.

Z raportu opublikowanego przez Urząd do Spraw Cudzoziemców wiadomo, że w zeszłym roku złożono w Polsce 5.477 wniosków o nadanie statusu uchodźcy dla 10.753 osób. W porównaniu z rokiem 2011 odnotowano wzrost o około 36%, gdy złożono 3.527 wniosków dotyczących 6.887 osób.

Rośnie liczba cudzoziemców, ale liczba objętych ochroną spada

Największą grupę osób ubiegających się o nadanie statusu uchodźcy stanowili w 2012 roku obywatele Federacji Rosyjskiej (91 procent to Czeczeńcy), którzy stanowili 57% ogółu. Drugą najliczniejszą grupę uchodźców byli obywatele Gruzji – około 30%. Ponadto o status uchodźcy występowali obywatele Armenii, Kazachstanu, Syrii, Afganistanu i Egiptu.

W u.r. status uchodźcy nadano 87 cudzoziemcom, w tym 48 obywatelom Federacji Rosyjskiej, 24 obywatelom Białorusi, 6 obywatelom Turkmenistanu oraz 3 z Chin. Dla porównani rok wcześniej tą formą ochrony objęto 153 osoby. Zatem w 2012 roku była to o połowę mniejsza liczba niż rok wcześniej.

Szef Urzędu do Spraw Cudzoziemców może jednak udzielić również tzw. ochrony uzupełniającej lub zgodzić się na pobyt tolerowany. W 2012 roku ochroną międzynarodową oraz krajową objęto łącznie 519 osoby. Stanowi to 5% osób, które złożyły wnioski o nadanie statusu uchodźcy. Jest to o 2% mniej niż w 2011 roku.

Ile kosztują nas uchodźcy?

W Polsce funkcjonuje 11 ośrodków dla cudzoziemców starających się o status uchodźcy. Mieszka w nich ponad 2 tysiące osób. Niemalże połowa to dzieci, z których większość stanowią maluchy do 6 lat. Kolejnych 400 dzieci mieszka poza ośrodkami.

W 2012 roku Urząd do Spraw Cudzoziemców wydał kwotę 33,7 mln zł, czyli o około 21% mniej niż w roku 2011, na wypłaty świadczeń pieniężnych dla uchodźców, na zakup świadczeń medycznych, zakup leków, zakwaterowanie, wyżywienie oraz na pomoc w dobrowolnym wyjeździe z terytorium RP.

Choć Polska w dalszym ciągu jest traktowana przez cudzoziemców jako kraj tranzytowy, rośnie jednak liczba obcokrajowców, którzy traktują nasz kraj jako docelowy.

- Zauważamy to zjawisko od 3-4 lat. Cudzoziemcy deklarują, że chcą zostać w Polsce, przede wszystkim w dużych miastach – podkreśla chor. Anna Michalska z biura prasowego Bieszczadzkiego Oddziału Straży Granicznej w Przemyślu.

To akt desperacji

Na „zielonej granicy” rodziny z dziećmi zatrzymywane są sporadycznie. Takie przypadki pozostają jednak w pamięci funkcjonariuszy na długo, gdyż są niezwykle dramatyczne. Najtragiczniejsze są losy Czeczenki Kamisy, która straciła w Bieszczadach trzy córeczki w wieku 6, 10 i 13 lat.

- W większości przypadków, z którymi mieliśmy do czynienia, dzieci przeżyły tylko dlatego, że zostały wraz z rodzicami zatrzymane przez Straż Graniczną – dodaje Anna Michalska.

Podróż z małymi dziećmi z Afganistanu, czy Czeczeni, długa, pełna niebezpieczeństw, wydaje się szaleństwem.

- To akt desperacji – dodaje chor. Michalska.
- Ci ludzie na miejscu sprzedają cały swój dobytek. Nie mogą pozostawić dzieci, bo zmienia się ich całe życie. Dlatego ryzykują nawet ich życiem. Nie do końca też mają świadomość, w jakich warunkach przyjdzie im przedzierać się przez granicę. Nie wiedzą, że Bieszczady mogą być bardzo niebezpieczne.

Podejmują ryzyko, bo nie wiedzą, że nie muszą

Na tak desperacki krok porywają się jednak tylko nieliczni. W u.r. nie ujawniono ani jednego przypadku przekraczania „zielonej granicy” przez rodziny z dziećmi. Na przejściu w Korczowej zatrzymano natomiast członków trzech rodzin z Iraku, wśród których było 6 dzieci. Nielegalni imigranci mieli podrobione dokumenty. Nie pozwolono im wjechać do Polski.

W 2011 roku funkcjonariusze placówki Stuposianach natknęli się 7-osobową rodzinę z Afganistanu. Rodzicom towarzyszyła piątka dzieci.

- Najmłodsze miało 2 lata, najstarsze 9 lat – wylicza Anna Michalska. – Rodzice złożyli wniosek o nadanie statusu uchodźcy.

Rok wcześniej w Ustrzykach Górnych strażnicy graniczni zatrzymali 9-osobową rodzinę z Afganistanu z czwórką dziec w wieku od 2 do 10 lat. Jedna z kobiet była w ciąży. Wszyscy trafili z powrotem na Ukrainę.

W 2009 roku funkcjonariusze z Wetliny znaleźli w górach 6-osobową rodzinę z Armenii, złożoną z trójki dorosłych i trójki dzieci w wieku 10, 13 i 14 lat. Tak jak w poprzednim przypadku nielegalnie emigranci zostali przekazani stronie ukraińskiej.

Rodziców z trójkę malutkich dzieci w wieku 2, 3 i 5 lat zatrzymali w 2008 roku strażnicy graniczni z placówki w Lubaczowie. Byli to obywatele Mołdowy. W tym samym roku rodzina skorzystała z możliwości dobrowolnego powrotu do własnego kraju.

Te wszystkie przypadki poprzedziło w 2008 roku uratowanie przez strażników granicznych Kamisy i jej maleńkiego synka. Niestety dla jej trzech córeczek pomoc przyszła za późno.

- Niestety, cudzoziemcy nie są świadomi, że wystarczy na przejściu granicznym złożyć wniosek o status uchodźcy – podkreśla Ewa Piechota, rzecznik prasowy Urzędu do Spraw Cudzoziemców w Warszawie. - Podejmowanie tak wielkiego ryzyka jest zupełnie niepotrzebne.

 

Zobacz także:

Miriam z dziećmi uciekła z Afganistanu

Pierwsze dary trafiły do afgańskich dzieci.

Afganka i jej dzieci opuszczają szpital

 

|
reklama

Napisz komentarz:

Jeśli chcesz, aby przy Twoim komentarzu pojawił się avatar, zarejestruj swój adres e-mail w gravatar.com.
"UWAGA! Komentarze niezgodne z regulaminem serwisu nie będą publikowane. Zachęcamy do kulturalnego wyrażania opinii na temat artykułów oraz unikania personalnych ataków słownych."