Aborcja jest zabójstwem

RZESZÓW. W dniu 16 października 2014 r. Sąd Okręgowy w Rzeszowie (sędzia Magdalena Kocój) wydał wyrok w sprawie cywilnej (sygnatura akt: I C 929/14) z powództwa rzeszowskiego szpitala Pro-Familia przeciwko Jackowi Kotuli i Przemysławowi Syczowi, znanym rzeszowskim działaczom ruchów obrony życia.

Na mocy tego orzeczenia pozwani mają przeprosić szpital publicznie, a więc w środkach społecznego przekazu, za naruszenie jego dóbr osobistych. Uzasadnienie wyroku jest tajne. Wyrok nie jest prawomocny, a pełnomocnik pozwanych zapowiedział apelację. Warto przyjrzeć się bliżej temu postępowaniu sądowemu i wyciągnąć wnioski, które płyną z treści wyroku oraz ze sposobu działania sądu.

Zacznijmy od faktów. Jak wynika z treści pozwu złożonego do sądu przez pełnomocnika szpitala, pozwani mieli dopuścić się naruszenia jego dobrego imienia przez to, że publicznie podawali informację, że „w tym szpitalu dochodziło do zabijania dzieci” oraz że jakoby szpital miał dokonywać aborcji niezgodnie z obowiązującym prawem. Ten drugi zarzut był kłamliwy, gdyż obrońcy życia nigdy tego nie twierdzili. W istocie więc szpitalowi chodziło o to, żeby zakazać mówienia, że w placówce zabija się nienarodzone dzieci. Przy czym należy zauważyć, że dyrekcja szpitala w ogóle nie kryła tego, że w szpitalu dokonuje się aborcji w przypadkach dopuszczalnych przez polskie prawo. Tak więc, jak słusznie podniósł obrońca pozwanych mecenas Ludwik Skurzak, istotą tego sporu sądowego było to, czy w Polsce, bez narażenia się na konsekwencje prawne, można mówić, że aborcja jest zabiciem dziecka.

Według rzeszowskiego sądu, zrównanie pojęcia aborcji lub terminacji ciąży z pojęciem zabicia dziecka jest niedopuszczalne. Zaś obrońcy życia, gdy twierdzą, że w szpitalu dokonuje się aborcji albo terminacji ciąży, to nie naruszają jego dóbr osobistych, ale gdy określą to mianem zabójstwa dziecka, muszą już liczyć się z konsekwencjami. Niestety, nie wiadomo, jaki był tok rozumowania sądu, który doprowadził go do takich wniosków, gdyż uzasadnienie wyroku jest tajne. Wydaje się jednak, że treść wyroku obraża zdrowy rozsądek, a także zasady interpretacji i stosowania prawa. Doświadczenie i zdrowy rozsądek mówią, że jeżeli coś lub ktoś żyje, a następnie w wyniku określonego działania staje się martwy, to działanie takie nazywa się zabijaniem. Jest to elementarna wiedza, a jej fundamentem jest prawo naturalne mówiące „nie zabijaj”. Normalnemu człowiekowi nie trzeba tłumaczyć, co to znaczy zabić, ale pani sędzi z Rzeszowa najwyraźniej tak.

Lewiatan pożera ofiary

Treść wyroku jest też niezrozumiała w świetle tego, że w polskim systemie prawnym istnieje legalna definicja dziecka. Ustawa z dnia 6 stycznia 2000 r. o Rzeczniku Praw Dziecka w art. 2 ust. 1 stanowi, że „w rozumieniu ustawy dzieckiem jest każda istota ludzka od poczęcia do osiągnięcia pełnoletności”. Wynika z tego, że polskie prawo dopuszcza używanie określenia dziecko na tego kogoś, kto został poczęty jako istota ludzka i żyje w organizmie matki. Ten ktoś to dziecko nienarodzone. Powstaje pytanie, w jaki sposób pani sędzi Kocój udało się nie zauważyć tego przepisu?

Jeżeli więc istota ludzka po poczęciu była żywa w organizmie matki, a następnie w wyniku podjętego zamierzonego działania stała się martwa, to znaczy, że została zabita. Istota ludzka po poczęciu jest dzieckiem, a aborcja jest takim zamierzonym działaniem. Prosty sylogizm prowadzi do jedynego możliwego wniosku: aborcja jest zabiciem dziecka. Koniec, kropka.

Pozostaje jeszcze kwestia utajnienia uzasadnienia wyroku. Należy podkreślić, że zasadą konstytucyjną jest jawność postępowania sądowego. Oczywiście, istnieje możliwość wyłączenia jawności rozprawy ze względu na ochronę moralności, bezpieczeństwa państwa, porządku publicznego, życia prywatnego lub innego ważnego interesu prywatnego. Sąd, decydując się na taki krok, musi zważyć i wziąć pod uwagę wszystkie okoliczności sprawy. W przypadku sprawy, o której mowa, sąd powinien uwzględnić to, że przedmiotem sporu były granice wolności słowa, jednej z fundamentalnych wartości konstytucyjnych. Korzystanie z tej wolności to podstawowe prawo człowieka. Obrońcy życia dzieci nienarodzonych korzystają z niej nie po to, aby kogoś poniżać, ale aby bronić życia i godności tych, którzy sami bronić się nie mogą. Pytanie brzmi: na straży jakich to wartości lub czyjego interesu stanęła pani sędzia, decydując się na tak poważną ingerencję w prawo do wolności wypowiedzi i dodatkowo utajniając motywy swojej decyzji. I co to ma wspólnego z płynącymi zewsząd deklaracjami o państwie prawa i rzetelności władzy sądowniczej.

Wyrok rzeszowskiego sądu, którego tezą jest niedopuszczalność określania aborcji mianem zabijania dzieci, jest wymierzony w prawdę i wolność i stanowi próbę nie tylko dla dwóch obrońców życia. Jest to wyzwanie rzucone wszystkim tym, którzy stawiają normy prawa naturalnego ponad prawem stanowionym i są gotowi bronić prawdy. Trzeba takie wyzwania podejmować. Bez odważnego świadectwa i zaangażowania ludzi kierujących się sumieniem lewiatan w postaci tzw. państwa świeckiego będzie nam utrudniał życie coraz bardziej.

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Zdjęcie: Marek Borawski/ Nasz Dziennik

Ks. dr hab. Piotr Steczkowski / NaszDziennik.pl

|
Ergo Hestia

Napisz komentarz:

Jeśli chcesz, aby przy Twoim komentarzu pojawił się avatar, zarejestruj swój adres e-mail w gravatar.com.
"UWAGA! Komentarze niezgodne z regulaminem serwisu nie będą publikowane. Zachęcamy do kulturalnego wyrażania opinii na temat artykułów oraz unikania personalnych ataków słownych."