REKLAMA
REKLAMA

Bobry nie odpuszczą. Stalowa siatka rozwiązaniem (ZDJĘCIA)

SANOK / PODKARPACIE. „Sanockie bobry” zadomowiły się u nas na dobre. Z każdym dniem przybywa drzew okaleczonych lub już powalonych przez te gryzonie. Z bobrami walczyć nie można, bo są pod ścisłą ochroną. Można je jednak „zmobilizować” do przeprowadzki.

– Bobry nie mają żadnych wrogów. Co więcej są na tyle zuchwałe, że obecność wędkarzy przestaje im przeszkadzać – mówi Ryszard Rygliszyn, prezes Ligi Ochrony Przyrody w Sanoku.

Są trzy sposoby „walki” z bobrami. Drzewa można smarować specjalną substancją, która odstrasza gryzonie. Proceder ten trzeba jednak „co jakiś czas” powtarzać. Można zatrudnić specjalistyczną firmę, która przesiedli określoną ilość osobników. Zarówno pierwszy, jak i drugi sposób nie jest do końca efektywny. Pierwszy dość kosztowny, drugi kosztowny i nieskuteczny, bo bardzo szybko nowe osobniki osiedlą się na wolnym terenie.

Najbardziej rozsądnym byłoby ogrodzenie drzew stalowymi siatkami. Za tą metodą opowiada się także prezes sanockiego LOPu.
– To rozwiązanie optymalne. Kosztowne – wydatek jednorazowy – ale co najważniejsze skuteczny. Gdy bobry nie będą miały drzew do powalania czy podgryzania, same zdecydują się na przeprowadzkę – wyjaśnia R. Rygliszyn.

Aby zabezpieczyć drzewa w pasie rzecznym Sanu (w granicach administracyjnych miasta) potrzeba około 200 metrów stalowej siatki. Koszt jej zakupu szacowany jest na 2 tys. zł.
– Gdyby udało się znaleźć sponsora, razem z członkami Społecznej Straży Rybackiej i społecznikami z Ligi Ochrony Przyrody, zabezpieczylibyśmy te najstarsze, najcenniejsze drzewa – podkreśla prezes LOP.

Ryszard Rygliszyn ma rozmawiać o „bobrowym problemie”, z burmistrzem Sanoka oraz właścicielami firm i przedsiębiorstw zlokalizowanymi w dorzeczu Sanu.

red.
zdjęcia wykonane w dniu 12.02.2016

ZOBACZ RÓWNIEŻ:

Grozi nam inwazja bobrów? Na pewno jest ich coraz więcej (ZDJĘCIA)

15-02-2016

Udostępnij ten artykuł znajomym:

Udostępnij

Napisz komentarz przez Facebook

lub zaloguj się aby dodać komentarz


Pokaż więcej komentarzy (0)