KONTROWERSJE: Czy hitlerowskie Niemcy z Polską mógły zjednoczyć Europę ?

17 września 1939 r. sowieckie wojska wkroczyły do Polski wypełniając zobowiązania sojusznicze wobec Hitlera. Zniszczono wszelkie szanse II RP na uratowanie choćby części niepodległego państwa. A co by było, gdybyśmy rok wcześniej sprzymierzyli się z Hitlerem?

Historykowi nie wolno gdybać. Ma badać i opisywać, co się zdarzyło.

A fakty są takie:

23 sierpnia 1939 r. dwóch szatanów – brunatny i czerwony – zawarło układ przedrozbiorowy, od nazwisk głównych sygnatariuszy noszący nazwę paktu Ribbentrop- Mołotow. Pakt, którego ofiarą miała być w pierwszym rzędzie Polska, a który miał zapewnić obu współpracującym stronom korzystniejsze pozycje w walce o świat
– Niemcom ułatwiał on realizację hegemonii w Europie – rozwiązując ręce w ataku na Polskę, a następnie na Zachód, Sowietom zapewniał czas potrzebny do przygotowania machiny wojennej.

Partnerzy wiedzieli, że prędzej czy później skoczą sobie do gardła. Kto pierwszy, ten lepszy!

Po spotkaniu Anglików i Francuzów 12 września 1939 r. w Abbeville dla Stalina stało się jasne, że Zachód nie wystąpi w obronie Polski. Sowiecki dyktator mógł rozpocząć odwet, który marzył mu się od upokorzenia w sierpniu 1920 r. Dobić „pokracznego bękarta traktatu wersalskiego” i „po trupie Jaśniepańskiej” Polski, ruszyć po raz drugi na Europę!

I udało się. Prawie. Historycy są zgodni, gdyby nie Wielka Czystka i 20 mln ofiar stalinizmu, czerwony sztandar mógłby załopotać nad światem.

Niemcy grzęzną w błocie

Czego nie wolno historykom, choć najwybitniejsi z nich, tacy jak nieodżałowany prof. Paweł Wieczorkiewicz, pozwalali sobie na śmiałe hipotezy, uchodzi pisarzom i filmowcom. Zwłaszcza, że HISTORIE ALTERNATYWNE stają się coraz bardziej modne. W swoim krótkim filmie „Tak mogło być” Maciej Pawlicki przedstawia rozwiązanie problemu, dzięki dość egzotycznemu sojuszowi polsko-japońskiemu, który rozwala znany z historii bieg wydarzeń. Maciej Parowski w powieści „Burza” moc sprawczą przyznaje meteorologii. Wielka, nieprzerwana ulewa, prawdziwy potop, który zaczyna się z początkiem września, niweluje przewagę niemieckiej techniki nad Polską. Hitlerowskie samoloty nie mogą latać i bombardować, czołgi grzęzną, za to nasze koniki radzą sobie wybornie…

W efekcie ofensywa grzęźnie, alianci zmuszeni są do działania, Stalin traci ochotę do wbicia nam noża w plecy, zresztą wkrótce potem odsuwa go od władzy spisek Berii. Wojna kończy się, zanim na dobre zaczęła, a pozbawiony władzy Hitler jak Napoleon zostaje osadzony na Elbie. Palce lizać!

Piłsudski wiecznie żywy

Sam również zająłem się tym tematem w wydanej rok temu powieści „Wallenrod”. W swojej wizji musiałem się jednak cofnąć o rok. Jesienią 1939 r., nawet gdyby zamiast Becka, Rydza Śmigłego i Mościckiego rządzili nami Talleyrand, gen. Patton i Aleksander Macedoński, w dodatku znali zarówno tajny protokół z Moskwy i wiedzieli, co zrobią sojusznicy, dobrego wyjścia nie było. Można było skapitulować przed jedynym z wrogów albo (na co zdecydował się Beck) wybrać skazaną na porażkę wojnę, aby podpalić świat!

Moja wersja zaczyna się więc jesienią 1938 r., kiedy w Monachium Zachód pozostawia Czechosłowację na pastwę Hitlera. W momencie, kiedy staje się jasne, że Chamberlain i Daladier nie będą umierali za Gdańsk, a Warszawę mogą poświecić tak łatwo jak Pragę, wypadało zaryzykować…

Tylko że na zawarcie paktu z Hitlerem mógłby się zdobyć ktoś formatu Piłsudskiego, a takiego kogoś w ówczesnej Polsce nie było. Dlatego w „Wallenrodzie” Piłsudski wskutek zastosowaniu nowatorskiej terapii leczenia raka ciągle żyje, a dzięki swemu autorytetowi może dogadać się z Hitlerem. Owszem odda Gdańsk, ale w drodze referendum miejscowej ludności, zgodzi się na autostradę, a nawet pięć: trzy z zachodu na Wschód i dwie w poprzek (Niemiec wybuduje!). Postąpi dokładnie tak jak w trakcie pierwszej wojny światowej, której scenariusz przewidział – najpierw klęskę Rosji, a potem państw Centralnych. Spróbuje powtórzyć ten wariant.

Sojusznik Piłsudski potrafi nakłonić go do innej polityki narodowościowej w trakcie krucjaty na wschód. Wojska Osi wkraczają tam jako wyzwoliciele, animują antysowieckie ruchy, patronują miejscowym inicjatywom, premierem Rosji zostaje ciągle jeszcze żyjący Kiereński… Nie będzie Holocaustu, a po podporządkowaniu Francji czy Anglii podjęta zostanie próba stworzenia Zjednoczonej Europy pod egidą Niemiec na 70 lat przed panią Angelą…

To oczywiście scenariusz powieściowy.

Całość artykułu w dzisiejszej „Gazecie Polskiej Codziennie”

|
Ergo Hestia

Napisz komentarz:

Jeśli chcesz, aby przy Twoim komentarzu pojawił się avatar, zarejestruj swój adres e-mail w gravatar.com.
"UWAGA! Komentarze niezgodne z regulaminem serwisu nie będą publikowane. Zachęcamy do kulturalnego wyrażania opinii na temat artykułów oraz unikania personalnych ataków słownych."