Jak poprowadziłbym śledztwo smoleńskie? Kilka refleksji starego prawnika


Mecenas Wiesław Johann. W najmniejszym stopniu nie zamierzam pouczać polskich prokuratorów prowadzących śledztwo smoleńskie czy wytykać im błędy. Jestem przekonany, że znają swój fach, mają doświadczenie i – mam nadzieję – determinację, aby wyjaśnić wszystkie okoliczności katastrofy. Stoją przed nieprawdopodobnie trudnym zadaniem. Między bajki należy włożyć zapewnienia premiera Donalda Tuska o współpracy z rosyjskimi śledczymi.

Bez dowodów, którymi dysponują Rosjanie, niewiele da się ustalić. Kaganiec, jaki nałożono na polskich prokuratorów przez przyjęcie konwencji chicagowskiej jako podstawy prawnej ustalenia przyczyn katastrofy, uniemożliwia przeprowadzenie wielu czynności procesowych.

Mimo że upływa rok od smoleńskiej tragedii, tak naprawdę o tym śledztwie wiemy niewiele. Konferencje prasowe Naczelnej Prokuratury Wojskowej dostarczają opinii publicznej skromnej wiedzy o aktualnym stanie prowadzonego postępowania. Co należy jeszcze zrobić, jakie przeprowadzić dowody, kiedy wreszcie poznamy prawdę o smoleńskiej katastrofie? Te pytania zadają chyba wszyscy Polacy.
Każde śledztwo podlega ścisłym regułom określonym w kodeksie postępowania karnego i od tych reguł nie może być najmniejszego odstępstwa. Oczywiście sama technika prowadzenia postępowania może być różna, zależy od doświadczenia, wiedzy kryminalistycznej, umiejętności współpracy z innymi organami ścigania, do tego trudności wywołuje liczba wątków koniecznych do wyjaśnienia w sprawie. Nie da się w akademicki sposób ustalić metodologii „wzorca śledztwa”. Można jednak wskazać na zagadnienia, które – w takim śledztwie jak smoleńskie – bezwzględnie muszą być wyjaśnione za pomocą środków prawnych przewidzianych w procedurze karnej. Od czego zacząć śledztwo?

Plan śledztwa i organizacja pracy prokuratorów
Podstawowe zadania każdego śledztwa wynikają wprost z procedury karnej. Celem postępowania przygotowawczego (śledztwa lub dochodzenia) jest w szczególności:
– ustalenie, czy został popełniony czyn zabroniony i czy stanowi on przestępstwo;
– wykrycie i w razie potrzeby ujęcie sprawcy i ustalenie jego tożsamości;
– wyjaśnienie okoliczności sprawy, w tym ustalenie rozmiarów szkody;
– zebranie, zabezpieczenie i w niezbędnym zakresie utrwalenie dowodów;
– również wyjaśnienie okoliczności, które sprzyjały popełnieniu czynu (art. 297 kodeksu postępowania karnego). Postępowanie przygotowawcze ma również zabezpieczyć interes pokrzywdzonych, a w tej sprawie to wyjątkowo ważny aspekt.
Regulamin wewnętrzny urzędowania powszechnych jednostek prokuratury nakazuje sporządzanie planu śledztwa (rozporządzenie ministra sprawiedliwości z 2007 r.).
W pierwszej kolejności zadaniem śledczego jest założenie wersji – hipotez, co mogło być prawdopodobnymi przyczynami katastrofy. W komunikacie Naczelnej Prokuratury Wojskowej z 29 kwietnia 2010 r. przedstawiono opinii publicznej cztery wstępne wersje śledcze:
– usterki techniczne samolotu (wady konstrukcyjne, defekt sprzętu – powstały podczas lotu lub wskutek złej obsługi przez personel naziemny);
– błędy załogi (m.in. błąd w technice pilotowania, naruszenie regulaminowych zasad lotu, braki w wyszkoleniu);
– zła organizacja i zabezpieczenie lotu, zarówno po stronie polskiej, jak i rosyjskiej;
– zachowanie osób trzecich – zamach terrorystyczny.
W licznych materiałach prasowych wskazywano na wiele innych pośrednich lub bezpośrednich przyczyn katastrofy, m.in. wymienia się nagłą zmianę pogody – mgła, naciski na pilotów, nieprzygotowanie lotniska na przyjęcie tupolewa.
Ważnym elementem, którego zabrakło w komunikacie prokuratury, jest brak informacji o zagadnieniach prawnych, które będą towarzyszyły śledztwu. Nie chodzi tu tylko o przyjęcie wstępnej kwalifikacji prawnej, ale także, a może przede wszystkim, o te przepisy, które odnoszą się do skomplikowanej materii śledztwa.
Plan śledztwa powinien wskazywać, jakie środki dowodowe będą służyły wyjaśnieniu okoliczności katastrofy. W szczególności są to przesłuchania osób, oględziny śledcze, przede wszystkim oględziny miejsca katastrofy, wraku samolotu, oględziny przedmiotów zabezpieczonych na miejscu katastrofy, oględziny zwłok, opinie biegłych, eksperymenty śledcze, badanie dokumentów.
Śledztwo smoleńskie ma szczególny charakter, dlatego plan śledztwa powinien obejmować inne zagadnienia, np.:
– w jakim zakresie korzystać z pomocy prawnej rosyjskich organów ścigania;
– kontakty z parlamentarnym zespołem ds. wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej (zespół Antoniego Macierewicza);
– kontakty z rodzinami ofiar i ich pełnomocnikami;
– kontakty z prasą;
– badanie informacji o katastrofie zamieszczanych w mediach, także zagranicznych.
Plan śledztwa to organizacja pracy prokuratorów i organów z nimi współpracujących. Nie wiem, jak ta współpraca faktycznie obecnie wygląda, ale – moim zdaniem – już w pierwszej fazie postępowania należało powołać zespoły problemowe (prokuratorzy, oficerowie śledczy z udziałem ekspertów). Pracami zespołu powinien kierować doświadczony prokurator. Co pewien czas koordynatorzy zespołów na wspólnych spotkaniach przekazywaliby wiedzę o rezultatach pracy swoich zespołów. Nadzór nad całością postępowania powinien objąć szef Naczelnej Prokuratury Wojskowej.
Jest oczywiste, że plan śledztwa w trakcie prowadzonego postępowania ulega modyfikacji. Zebrane dowody mogą wskazywać na nowe wątki. Niekiedy praktykuje się wyłączenie części materiałów do prowadzenia odrębnego postępowania. Przewiduje się możliwość stosownego wystąpienia do organów władzy publicznej, organizacji lub instytucji z uwagami mającymi na celu zapobieżenie w przyszłości ujawnionym zaniedbaniom i nieprawidłowościom w ich pracy.

Prawne aspekty śledztwa smoleńskiego
Pierwsze dni po katastrofie smoleńskiej wywołały szeroką medialną dyskusję o podstawach prawnych śledztwa. Z oświadczenia premiera Donalda Tuska i innych przedstawicieli rządu wynikało, że okoliczności i przyczyny katastrofy będą badały organy ścigania Rosji, a podstawą takiej decyzji strony polskiej (nie ma oficjalnego dokumentu o takich ustaleniach) będzie Konwencja o Międzynarodowym Lotnictwie Cywilnym podpisana w Chicago 7 grudnia 1944 r., ratyfikowana przez Polskę i Federację Rosyjską, a konkretnie załącznik 13 do konwencji. Oznacza to wprost, że rządowy Tu-154M był statkiem powietrznym cywilnym, a badaniem okoliczności zdarzenia zajmie się państwo miejsca katastrofy, tzn. Rosja. Tak zadecydowali Rosjanie przy biernej postawie urzędników Ministerstwa Spraw Zagranicznych, którzy – jak sądzę – nie mieli większego pojęcia, o jakie przepisy chodzi. Wystarczyło zajrzeć do art. 3 konwencji, z którego wynika:
– konwencję stosuje się wyłącznie do cywilnych statków powietrznych. Nie stosuje się do statków powietrznych państwowych;
– statki powietrzne używane w służbie wojskowej, celnej i policyjnej uważa się za statki powietrzne państwowe.
Nikt nie może kwestionować, że Tu-154M był samolotem państwowym w rozumieniu konwencji chicagowskiej. Samolot należał do 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego Wojska Polskiego. Pilotami byli polscy oficerowie, a w planie lotu samolot uzyskał oznaczenie „M” – Military – wojskowy. Właśnie dlatego, że samolot był wojskowy, śledztwo w sprawie katastrofy wszczęła Naczelna Prokuratura Wojskowa.
Jest co prawda porozumienie między Polską a Federacją Rosyjską z 1993 r. dające polskiej prokuraturze szerokie możliwości prowadzenia swego śledztwa na terenie Rosji. Oficjalnie ze strony rządu słyszymy, że nie można stosować porozumienia z 1993 r., bo brak przepisów wykonawczych. To całkowicie niewiarygodne tłumaczenie. Dlaczego tak szybko, bez głębszego rozważenia, oddano śledztwo w ręce Rosjan? Na to pytanie trudno odpowiedzieć. Nawet niektórzy Rosjanie byli zaskoczeni decyzją polskiego rządu. Andriej Iłłarionow, były doradca Władimira Putina, pytał: Dlaczego popełniliście ten błąd?
W trakcie prowadzonego polskiego śledztwa pojawia się inny problem, który utrudnia pracę polskim śledczym – to pomoc prawna ze strony Rosjan. Polscy prokuratorzy w kontaktach z mediami niechętnie o tym mówią. Bo faktycznie tę pomoc dostają w mizernym wymiarze. Jest umowa między Rzecząpospolitą Polską a Federacją Rosyjską o pomocy prawnej z 1996 roku. I co z tego? Umowa jest, a konkretnych efektów pomocy prawnej nie widać.
Wreszcie przed śledczymi stoi analiza regulacji prawnych określających procedurę lotów najważniejszych osób w państwie. Mowa o porozumieniu z 2004 r. w sprawie organizacji przelotów osób zajmujących najważniejsze stanowiska państwowe przy wykorzystaniu wojskowego specjalnego transportu lotniczego oraz o decyzji ministra obrony narodowej z 2009 r. w sprawie wprowadzenia do użytku w lotnictwie sił zbrojnych RP „Instrukcji organizacji lotów statków powietrznych o statusie HEAD”.
Nie podejmuję próby kwalifikowania czynów o charakterze przestępczym, które ujawni śledztwo, ale nie mam wątpliwości, że będą to przestępstwa opisane w rozdziale XXI kodeksu karnego (przestępstwa przeciwko bezpieczeństwu w komunikacji) oraz czyny polegające na przekroczeniu uprawnień bądź niedopełnieniu obowiązków służbowych (art. 231 kk).

Najważniejsze czynności śledcze

Oględziny śledcze i przeszukanie miejsca zdarzenia
W praktyce śledczej oględziny miejsca zdarzenia, zabezpieczenie śladów to jedne z najważniejszych czynności procesowych. Metod kryminalistycznych jest wiele: od prostych opisów, dokumentacji fotograficznej, filmowej, po wykorzystanie nowoczesnych technik laserowych i badań izotopowych. Bada się ślady linii papilarnych, obecność substancji chemicznych i biologicznych, bada się tzw. ślady cieplne powstające w wyniku eksplozji lub pożaru. Tej podstawowej czynności polskim śledczym odmówiono. Jak wyglądało zabezpieczenie rozbitego samolotu i miejsca katastrofy, widzieliśmy w telewizyjnych doniesieniach. Zdjęcia rosyjskich żołnierzy niszczących łomami i tnących elektrycznymi piłami fragmenty samolotu budziły przerażenie. Niszczono podstawowy dowód, a przecież zacieranie dowodów jest w rozumieniu polskiego kodeksu karnego przestępstwem. Żadnej reakcji ze strony prokuratorów i rządu premiera Tuska.
Bezradność w przeprowadzeniu podstawowego dowodu – oględzin samolotu, jest powalająca. Wrak rozbitego samolotu przez wiele miesięcy jest dostępny dla każdego, tylko nie dla polskich prokuratorów, bo oni na podejmowane czynności śledcze w Smoleńsku muszą otrzymać zgodę Rosji. Aktualne jest od wielu miesięcy pytanie, kiedy to, co pozostało po katastrofie prezydenckiego samolotu, wreszcie znajdzie się w Polsce. Dla mnie ten samolot to kawałek terytorium państwa polskiego. Przypomnę panom Tuskowi, Sikorskiemu, Rasiowi i wielu innym fanom ocieplenia stosunków z Rosją, że elementarnym obowiązkiem Rzeczypospolitej jest obrona niepodległości i nienaruszalności swego terytorium. To cytat z art. 5 Konstytucji RP.
Zadziwiające jest w tych warunkach zachowanie Naczelnej Prokuratury Wojskowej, bo oto oficjalnie ogłasza, że odrzuca jedną z wersji katastrofy – zamach terrorystyczny. Na jakiej podstawie, nie wiadomo. Zamachu – zdaniem prokuratorów – nie było i już!!! Dziwna to praktyka, śledztwo niezakończone, a prokuratura swoje wie. A co będzie, jak pojawią się nowe dowody, np. ekspertyza międzynarodowej komisji, która zamachu nie wykluczy. Za wcześnie na taką decyzję, panowie prokuratorzy. Jak was traktują Rosjanie? Że to wy, polscy prokuratorzy, utrudniacie śledztwo. Podobno nie wypełniacie rosyjskich żądań w ramach pomocy prawnej.
Oględziny rzeczy znalezionych na miejscu zdarzenia i ich zabezpieczenie do badań laboratoryjnych to kolejna czynność śledcza, której Polakom odmówiono. Tu chodzi o podstawowy dowód – rejestratory parametrów lotu i rozmów w kokpicie, czyli tzw. czarne skrzynki. Do dziś nie mamy ich oryginałów. Jak Rosjanie prowadzili oględziny miejsca katastrofy, jak zabezpieczali dowody, świadczą liczne przedmioty odnajdywane przez polskie pielgrzymki do Smoleńska. „Staranność” rosyjskich służb potwierdzili polscy archeologowie, którzy odnaleźli kilka tysięcy przedmiotów pochodzących z rozbitego tupolewa. Jasne, że pozostały w Rosji. A przecież pani minister Ewa Kopacz zapewniała, iż Rosjanie przekopali na głębokość metra i przesiali ziemię w miejscu katastrofy. Większej hipokryzji nie słyszałem.
Wiele rzeczy – w tym osobistych – ofiar katastrofy, m.in. telefony komórkowe, laptopy, broń oficerów BOR, nadal pozostaje w Rosji.
Do tej kategorii kryminalistycznej należy przeprowadzenie sekcji zwłok. I tu polscy śledczy trafiają na kolejną przeszkodę. Brak wielu protokołów oględzin i sekcji zwłok ofiar katastrofy w zasadniczy sposób wpływa na realizację założeń postępowania. Jak w takich warunkach, bez podstawowych dowodów, prowadzić śledztwo? Trzeba pytać polskich prokuratorów.

Przesłuchanie świadków
Zeznania świadków to wyjątkowo cenny materiał dowodowy. Zdarzenie opisują osoby, które były bezpośrednimi obserwatorami lub posiadają wiedzę, która może przyczynić się do ustalenia stanu faktycznego. Okoliczności do zbadania w śledztwie smoleńskim jest ogromna ilość, a wynika to z konieczności wyjaśnienia wielu wątków tej sprawy. Przesłuchania widziałbym w takich grupach:
– osoby przebywające na lotnisku Siewiernyj w chwili katastrofy (m.in. pracownicy Kancelarii Prezydenta);
– osoby podejmujące akcję ratunkową (strażacy, służby medyczne), w szczególności osoby kierujące akcją – to byli świadkowie, którzy przy rozbitym samolocie pojawili się jako pierwsi;
– osoby przeprowadzające wstępne oględziny i zabezpieczające dowody oraz osoby zabezpieczające lotnisko po katastrofie – funkcjonariusze Wydziału Spraw Wewnętrznych Obwodu Smoleńskiego, Federalnej Służby Ochrony;
– osoby, które przebywały na lotnisku Siewiernyj po katastrofie, m.in. uczestnicy polskich pielgrzymek;
– osoby odpowiedzialne za organizację wyjazdu prezydenta do Smoleńska (urzędnicy Kancelarii Prezydenta i premiera oraz Ministerstwa Spraw Zagranicznych, przedstawiciele Biura Bezpieczeństwa Narodowego);
– osobne grupy będą stanowiły osoby związane z technicznym przygotowaniem lotu do Smoleńska, lotniska Siewiernyj i oceną zawodowego przygotowania pilotów;
– osoby odpowiedzialne za techniczne przygotowanie TU-154 oraz personel służb meteorologicznych;
– obsługa lotniska Siewiernyj (kontrolerzy lotu, przedstawiciele wojskowego dowództwa lotniska);
– przedstawiciele 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego odpowiedzialni za szkolenie pilotów.
Kolejna grupa świadków to osoby bliskie ofiar katastrofy. O tyle jest to istotne, że osoby te w śledztwie mają status pokrzywdzonego, co umożliwia ich bezpośrednią aktywność w prowadzonym postępowaniu.
W takiej sprawie nie można też wykluczyć przesłuchania tzw. świadków – ekspertów, których specjalistyczna wiedza ułatwia prowadzenie postępowania.
Ta lista świadków podana jest przykładowo. Wielokrotnie zachodzi potrzeba przesłuchania innych osób, niebranych pod uwagę we wstępnej fazie śledztwa.

Dowody z dokumentów i opinie biegłych
W tym śledztwie zapewne zebrano tysiące dokumentów o różnej wartości dowodowej. Podam dla przykładu. W pierwszej kolejności to korespondencja między kancelariami prezydenta i premiera oraz korespondencja z Ministerstwem Spraw Zagranicznych dotycząca organizacji wizyty Lecha Kaczyńskiego w Katyniu 10 kwietnia 2010 roku. Teksty dokumentów regulujących zasady odbywania lotów najważniejszych osób w państwie. W aktach sprawy powinna – moim zdaniem – znaleźć się odpowiedź na interpelację poselską podsekretarza stanu w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych Adama Rapackiego w sprawie lotów najważniejszych osób w państwie. Dokumentacja lotu PLF 101 z Warszawy do Smoleńska. Materiały dotyczące charakterystyki Tu-154 (stan techniczny, przeprowadzane przeglądy). Informacje o innych katastrofach tupolewa. Dokumenty zawierające informacje o przygotowaniu lotniczym polskiej załogi (liczba przelatanych godzin, opinie przełożonych, odbyte dodatkowe kursy, szkolenia). Opis lotniska Siewiernyj, jego wyposażenie, szczególnie wieży kontrolnej. Polskie i rosyjskie komunikaty meteorologiczne. Procedury lądowania. Protokoły oględzin miejsca katastrofy, zabezpieczonych przedmiotów. Rezultaty badań laboratoryjnych, m.in. rejestratorów parametrów lotu. Wyniki kontroli NIK badającej między innymi przygotowanie pilotów i organizację lotów VIP-ów. Zdjęcia satelitarne i wykonane na miejscu katastrofy, filmy.
Prokurator niewiele ma do powiedzenia w sprawach technicznych. Decydują eksperci, biegli. Co najwyżej może pewne ustalenia weryfikować, powoływać nowych biegłych. W sprawie smoleńskiej mamy raport MAK, a niebawem pojawi się raport Komisji Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego. Do tego zapewne dojdzie raport sejmowego zespołu Antoniego Macierewicza i szereg dołączonych do sprawy ekspertyz i opinii.
Ocena materiału dowodowego należy do prokuratora, to on musi odpowiedzieć na pytanie, czy w przygotowaniach do lotu, w pracach służb naziemnych kierujących lotem można dopatrzyć się naruszeń prawa kwalifikujących się do odpowiedzialności karnej.

Śledztwo smoleńskie a NATO
W katastrofie smoleńskiej zginęli dowódcy Polskich Sił Zbrojnych – oficerowie Paktu Północno-Atlantyckiego. Dlaczego NATO nie reaguje? Bo nie ma odpowiednich zapisów w pakcie waszyngtońskim czy może dlatego, że Polska chce pomocy w śledztwie. Wydaje się, że to drugie. Włączenie się do śledztwa natowskich ekspertów źle wpłynęłoby na „ocieplenie” stosunków polsko-rosyjskich. To nieco dziwna postawa, zważywszy, że telefon komórkowy Lecha Kaczyńskiego (niezwrócony przez Rosjan) mógł zawierać informacje niejawne i dostęp do systemu łączności NATO.
Zapowiadanej przez premiera idealnej współpracy polskich i rosyjskich śledczych jakoś nie widać. Polskie śledztwo stoi w miejscu i wszystko wskazuje na to, że bez międzynarodowej komisji badania przyczyn katastrofy się nie obejdzie.

Śledztwo smoleńskie w mediach
Katastrofa smoleńska zajmuje szczególne miejsce w mediach. Trudno się temu dziwić. Takiej narodowej tragedii jeszcze nie było. Dziennikarze prowadzą swoje śledztwa i niekiedy rezultaty ich pracy są zaskakujące. Słowa szczególnego uznania należą się „Naszemu Dziennikowi”, który informuje Czytelników o kolejnych ważnych dowodach w sprawie katastrofy. Internauci mogą śledzić przebieg dziennikarskich ustaleń, a nawet obejrzeć filmy z miejsca katastrofy. Ostatnio zyskał popularność film „List z Polski”.
Media rosyjskie przez pewien czas zajmowały się Smoleńskiem głównie po to, by wypromować wersję o pijanym gen. Andrzeju Błasiku i nieudolności polskich pilotów, sprawcach katastrofy („Izwiestia”, „Kommiersant”, „Komsomolskaja Prawda”). Zadziwiający był brak reakcji ze strony rządu.
Jestem zdania, że z tej ogromnej liczby medialnych doniesień prokuratorzy wyłowią takie informacje, które mogą okazać się przydatne w ich śledztwie. Nie wiem, czy jest specjalnie oddelegowany prokurator do czytania prasy, ale doniesień prasowych pomijać i lekceważyć nie można.
Oczekiwałbym większej aktywności ze strony prokuratury w kontaktach z prasą. Opinia publiczna oczekuje wiedzy o stanie śledztwa. Różnego rodzaju „przecieki” nie mogą zastąpić informacji z wiarygodnego źródła.
Na zakończenie chciałbym zapewnić Czytelnika, że nie miałem zamiaru krytykować polskich prokuratorów. Zdaję sobie sprawę, w jakich warunkach pracują. To tylko kilka refleksji i uwag starego prawnika, któremu przez chwilę się wydawało, że będzie prowadził smoleńskie śledztwo.


Mecenas Wiesław Johann w 1964 r. ukończył studia na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego. Następnie odbył aplikację prokuratorską. W 1973 r. podjął pracę jako dziennikarz w Polskim Radiu, gdzie był zatrudniony do 1981 roku. Od 1982 r. wykonywał zawód adwokata i był obrońcą w licznych procesach politycznych. W latach 1990-1991 był pełnomocnikiem rządu ds. likwidacji Głównego Urzędu Kontroli Publikacji i Widowisk, w latach 1997-2006 – sędzią Trybunału Konstytucyjnego. Obecnie jest wykładowcą w Wyższej Szkole Collegium Civitas w Warszawie. Autor licznych książek i publikacji naukowych z zakresu prawa prasowego i autorskiego.

|
Ergo Hestia

Napisz komentarz:

Jeśli chcesz, aby przy Twoim komentarzu pojawił się avatar, zarejestruj swój adres e-mail w gravatar.com.
"UWAGA! Komentarze niezgodne z regulaminem serwisu nie będą publikowane. Zachęcamy do kulturalnego wyrażania opinii na temat artykułów oraz unikania personalnych ataków słownych."