KONTROWERSJE: Podpalenie pod KPRM – nowe fragmenty listu

Przed Kancelarią Prezesa Rady Ministrów samopodpalenia dokonał mężczyzna. W ciężkim stanie przewieziono go do szpitala. Reporterom Niezależna.pl i „Gazety Polskiej Codziennie” udało się dotrzeć do treści listu, który pozostawił mężczyzna.

Jak udało nam się ustalić, list rozpoczyna się od słów:

- Panie premierze, otacza się pan zgrają klakierów i hipokrytów

W liście mężczyzna ujawnia nieprawidłowości w Ministerstwie Finansów i podkreśla, że urzędnicy resortu przymykali oczy na przekręty szefowej Urzędu Skarbowego, w którym wcześniej pracował. Ponadto z treści listy wynika także, że kompletem dokumentów w tej sprawie dysponuje Julia Pitera, którą mężczyzna o wszystkim poinformował.

Autor listu napisał też, że stracił zaufanie do państwa i nie wierzy już w sprawiedliwość. Określa siebie jako osobę, która była „gorącym zwolennikiem Platformy Obywatelskiej”, ale czuje się zawiedziony i rozczarowany rządami tej partii.

W ramach kampanii wyborczej jeździ Pan po kraju i opowiada obywatelom, co zrobiliście i co zamierzacie zrobić dla ich dobra. Mam do Pana prośbę, niech pojedzie Pan do miejscowości Tokarnia w powiecie myślenickim i wyjaśni Pan mojej żonie i dzieciom, które tam przebywają dlaczego, nie mają już ojca i powie im, patrząc przy tym głęboko w oczy, że jest to moja wina, a wy zrobiliście wszystko dobrze, zgodnie z prawem oraz poczuciem sprawiedliwości społecznej. Pozdrawiam Pana i życzę dobrego samopoczucia z tego, co do tej pory zrobiliście dla obywateli tego kraju, szczególnie dla mnie i dla mojej rodziny. Dwójka moich wymienionych mogła się w ogóle nie urodzić i jak się szczęśliwie urodzili, to musieliśmy znowu walczyć o ich życie. Wygraliśmy obydwoje, ale ja przegrałem (…) z urzędnikami, którzy stworzyli system… ” – czytamy w liście zrozpaczonego człowieka.

Mężczyzna był też przekonany, że mógłby uniknąć kłopotów finansowych i zwolnienia z pracy, gdyby przymykał oczy na działalność szefowej Urzędu Skarbowego lub jej pomagał.

Z ustaleń reporterów portalu Niezależna.pl i „Gazety Polskiej Codziennie” wynika, że mężczyzna pracował w pionie ekonomicznym CBŚ, a następnie w Urzędzie Skarbowym na warszawskiej Pradze. Został zwolniony z pracy, a następnie zatrudnił się w jednej z sieci sklepów.

Jak poinformował rzecznik BOR Dariusz Aleksandrowicz, do próby samopodpalenia doszło ok. godz. 11:20.

Mężczyźnie pomogli funkcjonariusze BOR. Ogień ugasili kocami, wezwali policję i pogotowie – dodał rzecznik BOR.

Z informacji Polsat News wynika, że w liście pozostawionym przez mężczyznę określa się on jako się zwolennik Platformy Obywatelskiej i tłumaczy, że zdecydował się na tak radykalny czyn jak samospalenie, aby zwrócić uwagę na trudną sytuację swojej rodziny.

Mogę powiedzieć jedynie, że w tej chwili wyjaśniamy wszystkie okoliczności tej sprawy. Na miejscu są policjanci, przesłuchujemy świadków - powiedział rzecznik komendanta stołecznego policji Maciej Karczyński.

Jak dodał, o całej sprawie poinformowała policjantów kobieta, przechodząca w okolicy Łazienek.

Z jej zgłoszenia wynikało, że w pobliżu Al. Ujazdowskich, przy parku, jest mężczyzna, który potrzebuje pomocy. Na miejsce pojechali policjanci i pogotowie ratunkowe. 49-letni mieszkaniec Warszawy trafił do szpitala – dodał Karczyński.

Rzecznik pogotowia ratunkowego stwierdza, że mężczyzna dokonał samopodpalenia, ma poparzone drogi oddechowe i 40 proc. powierzchni ciała. W ciężkim stanie trafił do szpitala.

W pobliżu przed ambasadą kanadyjską trwały ćwiczenia straży pożarnej, więc strażacy przyjechali na miejsce w ciągu kilku minut.

Donald Tusk zapowiedział, że w związku z zaistniałą sytuacją przerwie objazd po kraju i wieczorem wróci do stolicy.

|
Ergo Hestia

Napisz komentarz:

Jeśli chcesz, aby przy Twoim komentarzu pojawił się avatar, zarejestruj swój adres e-mail w gravatar.com.
"UWAGA! Komentarze niezgodne z regulaminem serwisu nie będą publikowane. Zachęcamy do kulturalnego wyrażania opinii na temat artykułów oraz unikania personalnych ataków słownych."