Znana jest przyczyna wypadku w Bezmiechowej. Pilot za bardzo zbliżył się do zbocza i z opóźnieniem reagował na ostrzeżenia instruktora

BEZMIECHOWA / PODKARPACIE. Wszystko wskazuje na to, że to błąd 44-letniego pilota z Sanoka doprowadził do tragicznej w skutkach katastrofy lotniczej, do której doszło wczoraj na szybowisku w Bezmiechowej w powiecie leskim.

 

Dorota Mękarska

Sanoczanin otrzymał licencję pilota dwa lata temu. Uprawnienia zdobył w Aeroklubie Podkarpackim w Krośnie, gdzie szkolił się od kilku lat.

- Był w pełni wyszkolonym, bardzo dobrym pilotem. Był fanatykiem lotnictwa i z prawdziwą pasją podchodził do latania - podkreśla Tadeusz Lewandowski, szef wyszkolenia w Aeroklubie Podkarpackim.

Z oceną doświadczenia pilota różnie bywa. Dla nas pilot, który wylatał około 100 godzin może już bezpiecznie latać, ale w określonych warunkach. W tym wypadku to doświadczenie nie było wielkie – uważa Ryszard Rutkowski, ekspert z Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych, który wczoraj dokonywał oględzin miejsca katastrofy.

Wiadomo, że pilot ciągle podnosił swoje umiejętności. Zdobył uprawnienia do startu grawitacyjnego, czyli bez użycia wyciągarki. Do wypadku doszło, gdy obywał lot szkoleniowy na szybowisku Akademickiego Ośrodka Szybowcowego Politechniki Rzeszowskiej w Bezmiechowej, gdzie ćwiczył tzw. loty żaglowe, wykorzystujące prądy zboczowe, dające okazję do długiego utrzymywania się w powietrzu.

Po pomyślnym odbyciu lotów dwusterowych z instruktorem, pilot przystąpił do lotów samodzielnych. Pierwszy lot zakończył się pozytywną oceną. W poniedziałek w południe sanoczanin miał odbyć drugi samodzielny lot na szybowcu typu „Pirat”.

Start odbył się bez problemów. Jednakże kilka minut po starcie szybowiec runął na ziemię.

Pilot za bardzo zbliżył się do stoku i zahaczył prawym skrzydłem o drzewo, które jako jedyne wystawało mniej więcej o 3-4 metry ponad rosnący tam zagajnik – wyjaśnia Ryszard Rutkowski. – Nastąpiło nie tylko nagłe wyhamowanie prędkości, ale uderzenie końcową częścią skrzydła w przeszkodę wywołało duży moment obrotowy szybowca wokół osi pionowej. Pilot nie zdołał opanować tego manewru i z wysokości kilkunastu metrów szybowiec uderzył prawie pionowo w zbocze.

Ekspert PKBWL wyklucza, by do wypadku przyczynił się porywisty wiatr, który wiał wczoraj w Bezmiechowej.

Loty żaglowe z reguły odbywają się przy silnym, czołowym wietrze, wiejącym prostopadle do stoku – tłumaczy. – Pilot przez odpowiednie sterowanie powinien sobie poradzić w takich warunkach.

Oględziny szybowca wykazały, że w momencie startu szybowca układ sterowania funkcjonował bez zarzutu. W trakcie uderzenia w ziemię doszło tylko do zerwania jednej linki sterów kierunkowych.

Stan szybowca, jak również dokumentacji, nie budzą żadnych wątpliwości – podkreśla ekspert.

Dlaczego więc doszło do katastrofy? Jak zaznacza Ryszard Rutkowski, instruktor, który wydawał polecenia pilotowi, wielokrotnie przez radio udzielał mu ostrzeżeń, by nie zbliżał się do zbocza. Pilot miał reagować na te ostrzeżenia z opóźnieniem.

To były pierwsze loty samodzielne i pilot dopiero doskonalił swoje umiejętności – dodaje Ryszard Rutkowski. – W takiej sytuacji może być spięty i nawet kilkakrotne podawany komunikat dociera do niego z opóźnieniem. Można powiedzieć, że to błąd pilota, ale prawdziwym nieszczęściem było to, że wykonując zakręt w prawo, nie zauważył tego jednego, wystającego drzewa.

W lotnictwie wystarczy jeden mały błąd, by doszło do tragedii – zauważa ze smutkiem Tadeusz Lewandowski. – Latanie nie wybacza pomyłek.

Ośrodek szybowcowy w Bezmiechowej Górnej istnieje od lat 20. XX w.. Wyszkolono tu tysiące pilotów. Poniedziałkowy wypadek był trzecim, do którego doszło w tym roku. Dwa wypadki były śmiertelne.

Czasami w ośrodku dochodzi do serii wypadków – zauważa Ryszard Rutkowski. - Ale ze strony ośrodka wszystko było w porządku. Procedury zostały dotrzymane.

Raport wstępny PKBWL dotyczący katastrofy w Bezmiechowej ukaże się nie wcześniej niż za miesiąc. Natomiast raport końcowy będzie gotowy w późniejszym terminie.

Pilot wykonując zakręt w prawo, zahaczył o rosnące po lewej stronie drzewo, wystające ponad zagajnik (widoczne na zdjęciu)

 

|
Ergo Hestia

Napisz komentarz:

Jeśli chcesz, aby przy Twoim komentarzu pojawił się avatar, zarejestruj swój adres e-mail w gravatar.com.
"UWAGA! Komentarze niezgodne z regulaminem serwisu nie będą publikowane. Zachęcamy do kulturalnego wyrażania opinii na temat artykułów oraz unikania personalnych ataków słownych."