REKLAMA

KICKBOXING: Przełomowy moment dla sanockich Samurajów. Mamy pierwszych zawodowców (WYWIAD)

SANOK / PODKARPACIE. Od 2010 roku działa w naszym mieście sekcja kickbokserska Samuraj Sanok. Po wielu tytułach w zawodach juniorskich, rangi mistrzostw Polski, mistrzostw Europy i mistrzostw świata, przyszła pora na sukcesy seniorskie. W tym roku doczekaliśmy się pierwszego medalu mistrzostw świata seniorów, który na czempionacie w Budapeszcie, zdobył Kamil Rościński, o czym niedawno informowaliśmy. Nie byłoby tych osiągnięć, gdyby nie osoby, które już prawie osiem lat temu zaangażowały wiele swojego czasu, sił i pieniędzy w rozwijanie w Sanoku kickboxingu. O etapach rozwoju klubu, wsparciu ze strony miasta, pierwszych walkach zawodowych, szansach na organizacje w naszym mieście profesjonalnej gali walk oraz planach na przyszłość, rozmawiamy ze współzałożycielem sekcji kickbokserskiej i prezesem stowarzyszenia Samuraj Sanok – Marcinem Solarzem.

Czy w momencie, kiedy prawie osiem lat temu zakładał Pan sekcję Samuraj Sanok wierzył Pan w doprowadzenie swoich podopiecznych do uczestnictwa w walkach zawodowych? Jak zrodził się pomysł na rozwijanie kickboxingu w Sanoku i jak wyglądały poszczególne etapy powstawania klubu?

Marcin Solarz: – Początki Klubu to rok 2010 r. i zasługa ojca sukcesów Samuraja czyli trenera i wiceprezesa Artura Szychowskiego. Artur zaczął propagować na naszym terenie kickboxing, w którym odnosił sukcesy. Zaczynał z pierwszymi treningami, z tego co pamiętam, w SP 2 w Sanoku i tak się złożyło, że ja w tym czasie otwierałem swój biznes, którym był pierwszy w Sanoku i okolicach sklep z odżywkami i sprzętem do sztuk walki. Jako, że działaliśmy w dziedzinach ściśle ze sobą związanych, nasze drogi się skrzyżowały. Różnimy się od siebie diametralnie. Artur spokojny, wyważony, małomówny i poukładany. Ja, no cóż, kiedyś gdzieś ktoś o mnie napisał „…mały wyszczekany z adhd” (śmiech). Przeciwieństwa się podobno przyciągają, więc szybko znaleźliśmy wspólny język. Artur zaopatrywał się u mnie, ja natomiast pomagałem mu w werbowaniu ludzi i organizowaniu poszczególnych grup. Dostarczałem również sprzęt i akcesoria, praktycznie po kosztach, przez co wspierałem klub. Następnie Artur zarejestrował Samuraja jako UKS i po pewnym czasie, jeszcze bez licencji, startując pod szyldem RKSW Rzeszów (macierzysty klub Artura), wystartował w Skarżysku Kamiennej w mistrzostwach Polski w K-1 Rules. Już na pierwszych zawodach jego wychowanek Łukasz Wronowski zdobył srebrny medal (chociaż po przeanalizowaniu walki wynik był dyskusyjny). Klub zyskiwał na popularności. Dochodziło do tego, że prowadzone były 3 sekcje po kilkadziesiąt osób każda. W pewnym momencie każdy z nas skupił się na swoim życiu, ponieważ końcem 2011 roku Artur doczekał się syna, a już na początku 2012 r. ja doczekałem się drugiej córki i pochłonęło nas życie prywatne. Treningi trwały nadal, z dużo mniejszym natężeniem, ale za to z nowymi twarzami. Do klubu dołączyli Tomek Kozłowski, Aneta Kopeć i Kamil Rościński, którzy wykazali się wielkim talentem i zdobyli kilkanaście medali juniorskich MP, ME i MŚ! Klub funkcjonował, jednak w pewnym momencie Artur został sam, ponieważ mnie pochłonęła firma, zmiana mieszkania, rodzina i do tego doszła ciężka choroba. Niestety nie wyszło to sekcji na dobre. Ludzie zaczęli się wykruszać, z różnych przyczyn, o których nie chce już wspominać, aż w końcu Artur stwierdził, że nie ma sensu i zawiesił działalność klubu. Został wyłącznie trenerem zawodników, którzy brali udział w zawodach i zajmował się kickboxingiem zarobkowo. Następnie w roku 2013 tak się złożyło, że Artur zaczął pracować u mnie w sklepie. Uzupełnialiśmy się w wielu sprawach, a współpraca układała się nam doskonale. Po prostu trafił swój na swego (śmiech). Rzuciłem propozycję wskrzeszenia klubu. Artur się zgodził. Napisaliśmy statut i po 8 miesiącach przepychanek formalnych w sądzie rejestracyjnym, po przygodzie z rozbitym samochodem (wypadek przed sądem podczas zawożenia dokumentów), klub został zarejestrowany jako Stowarzyszenie Samuraj Sanok, którego zostałem prezesem. Właśnie mija 2 lata mojej prezesury i z dumą mogę powiedzieć, że Samuraj Sanok odniósł w tym czasie największe sukcesy!

Jakie uczucia towarzyszą Panu podczas walk Waszych wychowanków?

MS: – Nie wiem jak to nazwać, ale myślę, że trener przeżywa to tak samo, jeśli nie bardziej. Po prostu czuję jakby tam w ringu walczył mój syn, więc skala emocji jest potężna, co złapała kamera w narożniku, po finale MP w Low-Kick. 

Czy jakieś walki zapadły Panu szczególnie w pamięć?

MS: – Kamil stoczył już prawie 40 walk. Wiele z nich mógłbym opisać bez problemu, np. te z MP w K-1 Rules 2016 Wrocław lub ostatnie MP w formule Low-Kick, gdzie został mistrzem Polski seniorów. W mojej pamięci szczególnie zapadnie finał i zwycięstwo wyrwane w ostatnich sekundach walki.

Co dalej? Czy nasi najlepsi zawodnicy mają realną szansę na zostanie zawodowcami?

MS: – Nasi zawodnicy już nimi są! Aneta Kopeć walczyła w federacji Iron Angel, natomiast chyba mogę już powiedzieć, że w chwili obecnej Kamil Rościński dostał propozycję kontraktu z największą federacją K-1 w Polsce DSF KICKBOXING CHALLENGE, w której zadebiutuje w pierwszej połowie grudnia podczas meczu zawodowego K-1 Ukraina – Polska!

Jak sukcesy Anety i Kamila wpływają na pozostałych członków klubu? Czy widać większe zainteresowanie udziałem w treningach?

MS: – Dołóżmy do tej dwójki Tomasza Kozłowskiego, który po przerwie wrócił do trenowania pełną parą. Zdobył dużo jako junior, a ostatnio 3. miejsce w Pucharze Polski jako senior. Liczę na niego i wiem, że da radę. Sukcesy tej trójki bardzo motywują pozostałych, a także przyciągają do klubu nowych chętnych. Obecnie liczba trenujących doszła do rekordowej liczby blisko 100 osób!

solo2

Marcin Solarz – współzałożyciel sekcji kickbokserskiej Samuraj Sanok

Nie sposób nie wspomnieć tutaj o trenerze Arturze Szychowskim. Praktycznie wszyscy podopieczni sporo mu zawdzięczają…

MS: – Tak, to wielka osobowość, darzona przez wszystkich Samurajów wielkim szacunkiem. Ogromne umiejętności i wiedza, potwierdzone wieloma medalami MP, ME, MŚ, walki o zawodowe pasy. To wielki człowiek z wielkim talentem, a jednocześnie bardzo skromny. Kilkanaście lat prawdziwie sportowego trybu życia. Bez wymówek, pełne poświęcenie. Kiedyś dla siebie, dziś dla każdego Samuraja. Prawdziwy wojownik, prawdziwy samuraj!

Co zrobić, aby popularne przecież aktualnie w Polsce sporty walki, cieszyły się jeszcze większym zainteresowaniem w grodzie Grzegorza?

MS: – Zwiększyć dofinansowanie, nagłaśniać każdy wyjazd i sukces, okazywać przede wszystkim zainteresowanie, a także stworzyć warunki przez odpowiednią infrastrukturę (nie tylko dla nas), bo tłuczemy się po salach gimnastycznych, wykładamy swoje pieniądze na sprzęt i wyjazdy. Trzeba też zacząć nagradzać i inwestować w sukcesy i rozwój sportowców, a nie pchać kasę tam, gdzie mamy kolegę. Niech po prostu zagości uczciwość. Zmienić ludzką mentalność nie jest łatwo, tu też jest duża rola Was mediów, żeby ludzie nie kojarzyli nas z bandytyzmem, nie taka jest nasza rola. Nasz cel to wychowywać młodzież w sportowym duchu. Poza tym, w klubie jest regulamin i każdy zdaje sobie sprawę z konsekwencji swojego zachowania poza treningami. Odejdźcie od telewizorów, zostawcie tablety, smartfony, media społecznościowe i dołączcie do rodziny Samurajów z Sanoka! 

Czy w Sanoku jest „dobry klimat” na sporty walki?

MS: – Znany jestem z tego, że jestem bezpośredni, można mnie za to lubić lub nie, ale powiem tak – wiele się zmieniło. Niestety nic dobrego nie powiem o władzy poprzedniego burmistrza. Bo wiesz, uścisnąć mi dłoń i uśmiechnąć się może każdy, a tyle dostaliśmy jeśli chodzi o wsparcie naszej sprawy. Natomiast dużo zmieniło się po zmianie władz miasta. Zostaliśmy zauważeni, jesteśmy zapraszani na spotkania, zawodnicy są nagradzani, dostają wyższe stypendia, chociaż nadal malutkie, wreszcie dostaliśmy dotację. Zatem wsparcie miasta dla naszego klubu trochę się poprawiło, natomiast powiat i jego pomoc to totalna porażka. Odmówiono nam w tym roku jakiegokolwiek dofinansowania na wyjazdy, a przecież mnóstwo osób w klubie nie jest z Sanoka, tylko z powiatu sanockiego. Nie będziemy więcej prosić, bo potraktowano nas arogancko, odrzucając prośbę o parę złotych, bez podania uzasadnienia, traktując nas zupełnie niepoważnie. Na pewno dobrze zapamiętamy sobie to zachowanie władz powiatowych. Można się spierać o skalę zainteresowania, ale podam przykład – półfinałowa walka Kamila z MP w Nowym Targu w 48 godzin miała na moim fanpage’u 55 tysięcy wejść! Czy to za mało? Zobaczmy ile mieszkańców ma Sanok i odpowiedź znamy. Bardzo liczymy na dyrektora MOSiRu Tomasza Matuszewskiego, z którym mieliśmy przyjemność spotkać się kilka razy i jesteśmy pełni wiary, bo jakieś deklaracje padły. Poza tym wydaje się, że wreszcie jest to odpowiednia osoba na odpowiednim miejscu. Mocno kibicujemy Panie Tomaszu i liczymy na Pana! Muszę tu także wspomnieć o wielkim wsparciu, które udzielają nam przy wyjazdach sponsorzy, szczególnie Trans-San. Dzięki Marcinie i oby tak dalej!

Czy Sanok ma szansę, w niedalekiej przyszłości zorganizować profesjonalną galę walk?

MS: – Jest taki plan. Przez 15 lat zajmowałem się organizacją koncertów, eventów itd. Bardzo mi tego brakuje i cóż, ja nie widzę problemu. Pytanie tylko, czy byłoby zainteresowanie ze strony miasta, bo kontakty w branży mamy spore i to już nie te lata, że trzeba było jechać do dużego miasta, bo na prowincji nie było szans się wybić. Teraz jak widać na przykładzie Kamila, to skąd jesteś, jest mało istotne. Liczą się umiejętności i to coś, co sprawia, że naprawdę chcesz.

Jedno z marzeń współzałożyciela klubu Samuraj Sanok spełniło się. Byliśmy świadkami pierwszych zawodowych walk naszych zawodników. Jakie są Pana kolejne cele? Czym waleczni Samuraje zaskoczą w najbliższych miesiącach czy latach?

MS: – Spełniło się już kolejne! Kamil pokonał zawodnika z Argentyny i wszedł do półfinału mistrzostw świata, więc zdobył brąz! Medal mistrzostw świata seniorów! Mimo kontrowersyjnej porażki w walce półfinałowej, wierzę, że w najbliższym czasie udowodni, że jest najlepszy i zdobędzie tytuł mistrza świata seniorów. Na przyszłość, cóż, na pewno marzy mi się własna sala treningowa, stworzona wyłącznie pod sztuki walki, gdzie nie będziemy ograniczeni i będziemy mogli trenować o każdej godzinie dnia i nocy. Chciałbym, aby trafiało do nas coraz więcej uzdolnionej młodzieży, żeby Aneta wróciła po operacji do zdrowia, bo DSF już o nią pyta! Żeby Tomek Kozłowski spełnił swoje marzenia, żeby Kacper Gąsior przestał myśleć o niepotrzebnych sprawach, a zaczął wierzyć, bo ma super warunki i to coś, ale brakuje mu wiary we własne możliwości. Żeby Krystian Piech dołączył do grona zawodników i zdobył swoje pierwsze trofeum i żeby wszyscy byli zdrowi, a nasi adepci sławili Sanok na całą Polskę, a nawet na cały świat, jak właśnie robi to Kamil Rościński!


ZOBACZ TAKŻE:

KICKBOXING: Kamil Rościński z brązowym medalem Mistrzostw Świata! (ZDJĘCIA)

21-11-2017




Dodaj komentarz

Zaloguj się a:

  • Twój komentarz zostanie wyróżniony,
  • otrzymasz punkty, które będziesz mógł wymienić na nagrody,
  • czytelnicy będa mogli oceniać Twoją wypowiedź (łapki),
lub dodaj zwykły komentarz, który zostanie wyświetlany na końcu strony, bez możliwosci głosowania oraz pisania odpowiedzi.
Dodając komentarz akceptujesz postanowienia regulaminu.