Miejskiemu Ośrodkowi Pomocy Społecznej brakuje 1 mln zł. Czy miasto zaciągnie na ten cel kredyt?

SANOK / PODKARPACIE.  – Jest katastrofa, jeśli chodzi o nasze możliwości finansowe – mówi Andrzej Rychlicki, dyrektor Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Sanoku.
Nasz budżet jest tak niedoszacowany, że boję się myśleć, co będzie w przyszłości.

Dorota Mękarska

Cały budżet MOPS opiewa na 16,5 mln zł,  z czego 5 mln zł to środki własne.

Do błędu doszło już na etapie konstrukcji budżetu – podkreśla dyr. Andrzej Rychlicki. – Podczas prac nad budżetem miasta nasz realny projekt został „ścięty” o około 30 procent.  Dziurę powiększają spłaty ubiegłorocznych zaległości, za listopad i grudzień, które powstały w wyniku dwóch poprzednich „chudych” lat.  W efekcie  nasz budżet pozwala  realizować zadania do sierpnia, ale tylko na papierze, bo w rzeczywistości tylko do kwietnia.

Ośrodki społeczne realizują zadania finansowane przez państwo, w tym wypłatę świadczeń rodzinnych i i wypłaty z funduszu alimentacyjnego oraz zadania finansowane przez gminę:  opłacanie pobytu mieszkańców miasta w domach pomocy społecznej,  świadczenie usług opiekuńczych w miejscu zamieszkania i wypłatę dodatków mieszkaniowych. O ile pierwsze z nich są realizowane i finansowane na bieżące, o tyle z realizacją drugich są kłopoty.

Dodatki mieszkaniowe są wypłacane z poślizgiem
Najbardziej kosztowną pozycję w budżecie stanowią dodatki mieszkaniowe. Wypłacane są, co prawda z poślizgiem, ale jak na razie bez większych zaległości. Miesięcznie przeznacza się na ten cel  210 tys. zł. Średnia wysokość dodatku wynosi 220 zł. Pobiera je ponad 900 mieszkańców Sanoka.

Usługi opiekuńcze kosztują 70 tys. zł miesięcznie. Korzysta z nich 100 mieszkańców miasta. Za usługi specjalistyczne, które dotyczą 30 osób, płaci państwo.

W poprzednich latach w styczniu wydawaliśmy decyzje na 6 miesięcy. W tym roku tylko na 2 miesiące, bo nie mamy  zabezpieczenia finansowego – zaznacza dyr. MOPS.

100 tys. zł miesięcznie wydaje się na opłacenie pobytu dla 50 mieszkańców miasta w domach pomocy społecznej.

To zadanie mocno obciąża nasz budżet, ale nie możemy wydawać odmownych decyzji, bo przecież chodzi o zdrowie i życie ludzkie – podkreśla dyr. Rychlicki. – To samo dotyczy usług opiekuńczych.

Efekt jest taki, że sanocki MOPS od kwietnia nie płaci domom opieki społecznej, w których mieszkają nasi seniorzy. Dług wynosi już około 400 tys. zł. Sanoczanie przebywają więc w tych placówkach na kredyt. Przez to pogarsza się standard życia pensjonariuszy z tych gmin, które regularnie płacą.

Ciągle otrzymujemy telefony z prośbami o uregulowanie wpłat. Na razie  domy opieki społecznej obciążają nas odsetkami ustawowymi, a my nie mamy nawet takiej pozycji w budżecie. Obawiam się, że te sprawy trafią w końcu do sądu – martwi się dyrektor MOPS.

Gdzie mogliśmy to obcięliśmy koszty
Jak ośrodek może wyjść z finansowego dołka? Czy możliwe są oszczędności na taką kwotę?

Realnie patrząc 1 mln zł trudno wyasygnować z działalności bieżącej – uważa dyr. Rychlicki. - Gdzie mogliśmy, to już obcięliśmy koszty.

Placówka zrezygnowała np. z poradnictwa specjalistycznego, świadczonego przez prawnika i psychologa. Nie płaci za transport darów, które z Banku Gospodarki Żywnościowej trafiały do Polskiego Komitetu Pomocy Społecznej w Sanoku. Dary te były następnie rozdzielane wśród mieszkańców miasta, którzy kwalifikują się do pomocy społecznej. Jest to grupa około 1000 osób.

W zeszłym roku za 10 transportów  zapłaciliśmy 8.364 zł. W tym roku pokryliśmy koszty tylko  styczniowej faktury – ujawnia dyr. Rychlicki. – Brutalna prawda jest taka, że nie mamy z czego  płacić. Tym bardziej, że nie jest to nasze zadanie statutowe, ale dobra wola, podyktowana zapotrzebowaniem społecznym.

Z tego powodu od kilka miesięcy dary żywnościowe nie są wśród mieszkańców miasta dystrybuowane. Dla wielu niezamożnych rodzin to poważny problem.

Burmistrz Borowczak: Naszym zmartwieniem jest znalezienie tych pieniędzy
Dyr. Rychlicki obawia się, że krach finansów pomocy społecznej może nadejść we wrześniu.

Jeśli nie otrzymamy zastrzyku finansowego, to powiększymy dług – zapowiada.

Czy to oznacza, że obligatoryjne zadania z zakresu pomocy społecznej, które ciążą na gminie mogą nie być realizowane?

Burmistrz Ziemowit Borowczak uspokaja.

To jest wynik braku płynności finansowej w całym państwie – tłumaczy. - Nie jesteśmy w tym odosobnieni. Na pewno wystąpi deficyt, bo za błędy ministra finansów będą musiały zapłacić samorządy. Będziemy regulować wszystkie wydatki, bez względu na to, czy nam się rachunek bieżący poprawi. To nie ulega wątpliwości. Naszym zmartwieniem jest znalezienie tych pieniędzy.

|
reklama

Napisz komentarz:

Jeśli chcesz, aby przy Twoim komentarzu pojawił się avatar, zarejestruj swój adres e-mail w gravatar.com.
"UWAGA! Komentarze niezgodne z regulaminem serwisu nie będą publikowane. Zachęcamy do kulturalnego wyrażania opinii na temat artykułów oraz unikania personalnych ataków słownych."