BIESZCZADY: Lekarz i ratownik desantowali się ze śmigłowca, by dotrzeć do chorego. To pierwszy taki przypadek w historii LPR i GB GOPR (ZDJĘCIA)

18-05-2017

BIESZCZADY / PODKARPACIE. – Śmigłowiec za 25 mln zł i liny za kilkaset złotych nie uratują chorego, ale może go uratować człowiek wyposażony w sprzęt medyczny, pod warunkiem, że szybko dotrze do pacjenta – podkreśla Jakub Dąbrowski szef wyszkolenia w Grupie Bieszczadzkiej Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego.

Dorota Mękarska

16 maja b.r. śmigłowiec LPR z Sanoka z lekarzem, ratownikiem medycznym i ratownikiem GOPR na pokładzie poleciał do Myczkowa, gdzie nieprzytomny pacjent, chorujący na serce, pilnie potrzebował pomocy. Po dotarciu na miejsce, okazało się, że teren lądowania jest oddalony o około 500 metrów od domu chorego, liczyła się natomiast każda minuta. Ze względu na nieobecność Zespołu Ratownictwa Medycznego podjęto decyzję o desancie załogi medycznej. Ratownik GOPR za pomocą lin opuścił lekarza i ratownika ze śmigłowca.

myczkow

Było to możliwe, bo część ratowników medycznych, którzy pełnią dyżury w LPR, przeszła szkolenie linowe, zdobywając uprawnienia do opuszczania pokładu za pomocą lin. Takie samo szkolenie przeszła część lekarzy. W dniu 16 maja tak dobrze złożyło się, że zarówno ratownik, jak i lekarz mieli takie uprawnienia. Gdyby ich nie posiadali desant byłby niemożliwy.

Rozpoczęliśmy zapisywać nową kartę w historii LPR i GOPR, bo była to pierwsza taka misja z użyciem technik linowych, w której desantowany był nie tylko ratownik medyczny, ale i lekarz – dodaje Jakub Dąbrowski.

Cała akcja odbyła się bez problemów, bo jak podkreśla nasz rozmówca, ta dwójka spędziła sporo czasu na szkoleniu, a ponadto „są to goście, którzy przyzwyczajeni są do wysokości”.

Dotarcie do pacjenta w niektórych przypadkach może zająć i kilkadziesiąt minut. Skrócenie tego czasu zwiększa szansę na powodzenie akcji i uratowanie chorego – zaznacza szef wyszkolenia GB GOPR.

foto: GOPR Bieszczady

INWEST PROFIL DRIM

Komentarzy: 13 do “BIESZCZADY: Lekarz i ratownik desantowali się ze śmigłowca, by dotrzeć do chorego. To pierwszy taki przypadek w historii LPR i GB GOPR (ZDJĘCIA)”

  1. Andrzej z passata pisze:

    Co w tym dziwnego?
    Skoro przeszkoleni i była taka potrzeba to nie mieli wyjścia, musieli zareagować

    • miras wszystko wyklepie pisze:

      wsiadaj lepiej do swojego passata 1.9 w TDI – postrach polskiej wsi… Brzozowskiej

      • Andrzej z passata pisze:

        Rbr moja wieś, witrylowkie rejony

        Tdi tylko 1.9 a nie jakies benzyniaki

  2. Kura pisze:

    A co z pacjentem?

  3. wds pisze:

    szacunek dla tych ludzi

  4. Maciek pisze:

    Wydaje mi się że szybciej by przebiegli te 500 m niż zjazd na linie z procedurą zjazdu ?.

  5. baba ze wsi pisze:

    Ggyby pacientem nie byl policjaant tylko . baba ze wsi to polecieli by na kawe zeby ustalić alibi czemu akcja sie nie powiadła

    • Anonim pisze:

      Dzięki za informację o tym, że mój dziadek był policjantem. Przez 32 lata żyłem w nieświadomości, cały czas byłem przekonany,że był stolarzem-cieślą.

    • .. pisze:

      głupota ludzka nie boli ale szczerze nie życzę Ci żeby kiedyś po Ciebie musieli lecieć

  6. Chłop z za miedzy. pisze:

    A jaki był desant w wypadku kiedy skuter śnieżny uszkodził helikopter i wszystko było nie sprawne a po ratowników sprowadzano inny helikopter aż z Krakowa i było ratowanie ratowników a nie chorego.Czyżby ćwiczenie ze wzorowano? bez skutera?

    • OnA pisze:

      Booooze – same KRETYNY na tym forum!

    • ... pisze:

      śmigło ściągali „aż” z krakowa bo tam najbliższa baza ćwoku.
      lekarz doznał poważnych obrażeń a teren nie ukrywajmy trudny dla zwykłej karetki. Poza tym to nie była wina LPRu tylko inteligenta który nie rozróżniał biegu wstecznego od jazdy w przód…

Napisz komentarz:

Dodając komentarz akceptujesz postanowienia regulaminu.